//
Read Between The Lies
Wywiady

Wywiad: Gaba Kulka (The Saintbox)

Istnieje bardzo wąskie grono artystów, którzy czego się nie tkną przemieniają w złoto, Gaba Kulka jest jedną z takich osób. Zachwyca zarówno solowymi albumami, duetem z Konradem Kuczem, własnymi interpretacjami metalowych klasyków z Iron Maiden, jak i nowym interdyscyplinarnym projektem. Właśnie o The Saintbox, projekcie w który zamieszani są także Olo Walicki i Maciek Szupica, rozmawialiśmy w największej mierze.

Każdy kolejny album opatrzony twoim nazwiskiem poszerza twoją muzyczną ekstrawersję, jest jakiś punkt, poza który nie posunęłabyś się (mam na myśli zarówno stylistykę bliską twoim dotychczasowym albumom, jak i skrajnie różną, np. metal, hiphop, electroclash itp.)?

Na pewno taki punkt istnieje – ale jest „pływający”, zmienia się i na pewno nie zależy od „gatunku” muzyki (jeśli jeszcze można mówić o gatunkach). Wszystko zależy od muzycznej osobowości jej twórców i na zbiorze bardzo subiektywnych pytań i odpowiedzi: o to, czy mój głos/warsztat/wrażliwość pasują do takiej albo innej muzycznej konwencji, czy mogę coś dodać od siebie i czy taka konwencja coś mi daje w zamian, czy dobrze się w niej bawię, czy to ma w ogóle sens, czy byłabym tą muzyką zainteresowana „prywatnie”, jako słuchacz – można na takie pytania uzyskać dowolny zestaw odpowiedzi i rezultat zawsze będzie inny. Najprościej mówiąc staram się robić taką muzykę, jakiej sama bym chciała słuchać, ale inne powody, takie jak charakter pozostałych muzyków, ich wrażliwość, atmosfera pracy etc. mają niebagatelne znaczenie.

Tym razem nie jesteś „kapitanem” zespołu, jak duża część The Saintbox to realizowanie pomysłów Ola Walickiego, a jak dużą są twoje koncepcje?

Nie po raz pierwszy „nie jestem kapitanem” ale za każdym razem gdy nie pełnię roli sternika moja rola wygląda trochę inaczej. Z The Saintbox bardzo zżyłam się przez rok w którym powstawało i można powiedzieć że odkryłam całą nową przestrzeń która jest pomiędzy byciem autorem każdej nuty na płycie a byciem jedynie interpretatorem cudzej muzyki – okazuje się, że jest cała skala zaangażowania, która znajduje się pomiędzy tymi punktami. Olo napisał muzykę, ja teksty, ale pomiędzy jednym i drugim spędziliśmy wspólnie wiele tygodni doszlifowując aranżacje, brzmienia i cały charakter płyty.

Każdorazowo muzyka inspirowała wytwarzane przez Maćka obrazy czy także pisałaś muzykę/teksty pod wpływem jego pracy?

Proces polegał bardziej na wspólnych dyskusjach i pewnym wyznaczaniu tonu, nastroju, potem w podgrupach każdy z nas próbował ułożyć swój kawałek układanki. Wszystkie uwagi Maćka były niezwykle cenne. Czasem tekst inspirował jego wizję, czasem interpretacja muzyki była pod wpływem tego, co wymyślił.

Znalazłem w internecie porównywanie was do The Knife czy Gorillaz (na szczęście jeszcze nie do Slipknot). Nie odnosisz wrażenia, że w ten sposób próbuje się was wepchnąć do szufladki z tajemniczymi dziwactwami pomijając stojący za The Saintbox koncept?

Nie, zdaje mi się, że porównania mają mocną podstawę: to, że każdy z tych zespołów mocno pracuje nad oderwaniem uwagi od autentycznej tożsamości twórcy i przekierowaniem jej na estetykę i emocje związane z tym co robi. To był mocny czynnik w pierwotnej koncepcji The Saintbox, jego efektem jest między innymi nasze sceniczne oblicze, z użyciem ekranów, zasłon, wizualizacji. Ale ten projekt ewoluuje, pozbyliśmy się w ciągu pracy nad albumem pomysłów takich jak u The Residents, uznaliśmy to za zbyt radykalne i trochę oderwane od sensu samej muzyki. Pozostała koncepcja sceniczna którą nadal bardzo sobie cenimy.

Obecność Maćka w zespole siłą rzeczy powoduje, że nie jesteście projektem wyłącznie muzycznym. Występowanie z The Saintbox różni się od występowania z innymi projektami?

Bardzo. Choćby przez zaawansowane przygotowania wizualne – logistycznie jest to trochę bardziej skomplikowane a i sam występ ma w swojej ścisłej chronologii coś z teatralnego spektaklu. Ale na drugiej szali całe szczęście znajduje się muzyczny temperament muzyków takich jak Olo czy Macio Moretti – improwizacja jest dla nich czymś naturalnym, więc nie ma w tej teatralności ryzyka „usztywnienia” i martwoty, która mogłaby się wedrzeć normalnie w tak zorganizowany występ. Więc jest element szaleństwa – jedynie ujętego w pewne ramy.

Czy „teatralna” formuła waszych koncertów jest zamkniętą trzyosobową formą czy dopuszczania rozrost do większego „spektaklu”?

W tej chwili jesteśmy na żywo kwartetem, skład jest wzbogacony o żywą perkusję, więc forma już się rozrasta i jest to dobry znak. W razie potrzeby myślę, że spokojnie mogłaby się wzbogacić o jeszcze więcej elementów.

Słowem kluczem do The Saintbox zdaje się „sakralność”. Dlaczego akurat taka tematyka, na ile wyraźna jest w wizualnym przekazie projektu, a na ile w samej muzyce?

Sakralność, rytuał, uczucia związane z duchowością – były hasłami, które na samym początku wyznaczyliśmy jako inspirację. Inspirację robocza, jak ją lubię nazywać. Chodziło o skonstruowanie jakiegoś rusztowania na którym staniemy, by budować ten program – a więc to, co powstało niekoniecznie ma totalny związek z tymi pomysłami: sacrum, przejście rytuał to zbiór haseł które miały ruszyć naszą wyobraźnię – nie mieliśmy ciśnienia, by każdy utwór spełnia jakieś ideowe warunki. Olo dobrze opisuje te inspiracje jako „czysto formalny zabieg”. Myślę, że widać jego działanie zarówno w muzyce – jak i w obrazie, na koncertach. Ale nigdy nie jest dosłowny.

Mieliście problem z zamknięciem tak wielostronnego tworu w sztywne ramy albumu? Udało się wam zrealizować w 100% wcześniej założony plan?

Nie było sztywnego planu, jedynie proces. Materiał powstał właściwie na potrzeby jednego koncertu, premierowego występu na Jazz Jantar w 2010 roku. Okazało się, że utwory i obrazy są na tyle nam miłe, że chcieliśmy je uwiecznić. Muzyka musiała przejść pewną ewolucję, by stała się angażującym słuchacza materiałem albumowym, ale na tym przecież polega cała zabawa.

Wydawnictwo zawierające stronę wizualną waszego przedsięwzięcia byłoby prawdopodobniej lepszym przekaźnikiem ponadmuzycznego projektu jak wasz. Planujecie rejestrację któregoś z koncertów?

To by było bardzo ciekawe – na pewno musielibyśmy zmodyfikować bardzo pokaźnie koncepcję tradycyjnego DVD-koncertowego, bo nasza multimedialna natura tego programu stawia duże wyzwania przed kimkolwiek, kto chciałby zrealizować taki materiał na żywo. Tymczasem chyba jednak nie mamy raczej środków na takie przedsięwzięcie, a z drugiej strony projekt jest młody i cały czas się zmienia – chciałabym pograć jeszcze wiele koncertów z The Saintbox, zanim natrafię na wersję naszych działań która będzie tą najlepszą, ostateczną.

The Saintbox to jednorazowy projekt jak np. Baaba Kulka czy będzie to regularny zespół stale koncertujący i nagrywający?

Nie mam pojęcia. W pewnym sensie The Saintbox jest jeszcze mniej „zespołem” niż Baaba Kulka, bo chociaż nie gramy już utworów Iron Maiden z chłopakami z Baaby, to występujemy okazjonalnie razem z innym materiałem (np. z motywami z klasycznych polskich seriali i zapomnianymi piosenkami z przełomu lat 60 i 70-tych). Tymczasem The Saintbox dotyczy konkretnego programu muzycznego. Z drugiej strony z Olem Walickim raz po raz współpracujemy w zupełnie poza-saintboxowych działaniach (np. skomponowana przez niego muzyczna oprawa wręczenia nagrody Europejski Poeta Wolności). To dobre znaki. Ważne jest, by pracować w dobrym towarzystwie: czyli takim, które inspiruje i popycha cię do przodu, rozwija, ale też takim w którym panuje wzajemny szacunek i twórcza życzliwość. Nie ma wtedy znaczenia jak będzie nazywał się taki projekt.

Przy okazji Baaby Kulki, masz może informacje czy album dotarł do muzyków Iron Maiden i jakie były ich reakcje?

Nie, nic nie wiem na ten temat. W mojej wyobraźni jesteśmy ich absolutnymi ulubieńcami, i to mi wystarczy.

Na razie macie zaplanowane typowo klubowe występy, ale The Saintbox wydaje się stworzone dla nietypowych lokalizacji (starych kościołów, opuszczonych budynków itp.) zarówno pod względem wizualnym, jak i sakralną otoczką. Myślicie o tego typu występach?

Na pewno typ przestrzeni który opisujesz był naszym pierwszym instynktem jeśli chodzi o organizowanie koncertów. Jednak musimy się liczyć z twardą rzeczywistością, a że w tym roku z koncertami nie jest niestety łatwo, nie możemy grymasić. Opracowujemy nawet wersję występu, która jest nieco lżejsza logistycznie ale nie mniej imponująca wizualnie. Musimy być elastycznie – bo przede wszystkim chcemy grać. Granie w kościele, synagodze, czy innej bardziej abstrakcyjnej przestrzeni jest niezwykle nęcące, ale bierzemy pod uwagę wszystkie miejsca, które pozwolą nam na wystawienie Saintboxa i pokryją koszty związane ze sprzętem i logistyką.

Będzie można zobaczyć was na letnich festiwalach w Polsce? Off? Open’er?

Mam nadzieję, że tak. Czekamy na odpowiedzi od organizatorów.

Reklamy

About Jimmy Magnetar

ripping iron from your blood

Dyskusja

Brak komentarzy.

Let Me Hear You Scream

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Mój styczniowy hicior, nawet "Rimbaud Eyes" Dum Dum Girls nie wkręciło się bardziej niż ta prosta, lecz obdarzona niesamowitą atmosferą piosenka.

Na pełen ekran:

%d blogerów lubi to: