//
Read Between The Lies
Recenzje

Napalm Death „Utilitarian”


Napalm Death
Utilitarian

Century Media, 2012
01. Circumspect
02. Errors in the Signals
03. Everyday Pox

04. Protection Racket
05. The Wolf I Feed
06. Quarantined
07. Fall on Their Swords
08. Collision Course
09. Orders of Magnitude
10. Think Tank Trials
11. Blank Look About Face
12. Leper Colony
13. Nom de Guerre
14. Analysis Paralysis
15. Opposite Repellent
16. A Gag Reflex

Rok, pół, miesiąc, tydzień… Odliczanie czasu do premiery wyjątkowo oczekiwanego albumu zaostrza apetyt, ale także oczekiwania. Danie, na które czeka się przez godzinę nie może być zupką z torebki, chociaż w innych warunkach taka zupka smakuje bardzo dobrze. Gdyby angielska ekipa nagrała przeciętniaka pewnie czułbym się zobowiązany do obsmarowania go niczym Bayer Full albo Metallicę. Na szczęście Napalm Death i tym razem nie zawodzi.

Większość metalowych podgatunków od razu kojarzy się z konkretną kapelą: thrash = Slayer, death = Death, black = Bathory. Birmingham to bardzo szczęśliwe miasto, nie dość, że dało nam Black Sabbath to jeszcze pierwszy zespół jaki przychodzi do głowy na dźwięk słowa „grindcore”. Śmiem nawet twierdzić, że jest Napalm Death, długo długo nic i dopiero cała reszta „szlifującej” sceny. Takie brzemię zobowiązuje, ale na Utilitarian cała czwórka wywiązuje się z nawiązką w postaci pogłębienie przepaści między nimi, a resztą kapel grindcore’owych. Wydawałoby się, że w tak brutalnym i prostym gatunku niewiele więcej można zdziałać – można.

Wydanie podstawowe zawiera szesnaście utworów rozciągniętych na przestrzeni czterdziestu pięciu minut. Do limitowanej edycji dochodzą jeszcze dwa kawałki, trzeci do wydania na winylu i czwarty do wydania japońskiego. Na start dostajemy instrumentalne kawałek, który – raczej z powodu brzmienia, niż długości (swoimi dwoma minutami nie ustępuje innym ścieżką, część nawet prześciga) – można zakwalifikować jako intro. Natomiast Errors in the signals to już cios w uszy firmowym znakiem Napalm Death, ale szczęka opada dopiero przy Everyday pox, gdzie zespół wspomaga się saksofonem. To nie żart, Napalm Death – królowie grindcore’u – wykorzystali w swoim numerze saksofon. Mało tego, brzmią w takiej konfiguracji rewelacyjnie! Zdecydowanie powinni pokusić się o cały album dopieszczony tym instrumentem, ale który saksofonista byłby na tyle otwarty aby wytrzymać z podstarzałymi metalowcami? Pewnie ten sam, którego słyszymy w Everyday pox – maestro John Zorn.

Podczas gdy większość utworów (np. Protection racket, Quarantined, Nom de guerre) dostarcza łomotu na najwyższym poziomie, największą uwagę przykuwają te zaskakujące. Wydawało mi się, że w The wolf I feed refren śpiewa Burton C. Bell, ale w książeczce nie ma ani słowa o nim, podobnie w internecie. Przeszukiwanie informacji z przeróżnych stron i for doprowadziło do zaskakującego wniosku – ów głos to nie kto inny jak Barney Greenway. Skoro można pomylić go z wokalistą Fear Factory to jest w tym przynajmniej niezły, ale na szczęście zdecydowaną większość krążka wypełnia darcie gęby, z którego jest najbardziej znany. W innych kawałkach (Blank look about face, Leper colony) pojawiają się niespodziewane chóry, które spokojnie mogłyby wypełnić jakiś rycersko-żołnierski materiał np. Manowar. Żadna z tych nowinek w brzmieniu Napalm Death nie jest jednak na tyle dominująca aby stać się przeszkadzającą. To nadal stare dobre znęcanie się nad słuchaczem (zwłaszcza jeżeli zaaplikujecie sobie Utilitarian przez słuchawki).

Zadeklarowani jako utylitaryści muzycy Napalm Death faktycznie realizują główne założenie tej filozofii – swoim umiarkowanym eksperymentowaniem przynoszą szczęście jak największej ilości odbiorców. Te jeden z tych albumów, które ani nie przysporzą, ani nie odbiorą fanów zespołowi. Jest wybitny w swoim małym grindcore’owym świecie.

Advertisements

About Jimmy Magnetar

ripping iron from your blood

Dyskusja

Brak komentarzy.

Let Me Hear You Scream

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Mój styczniowy hicior, nawet "Rimbaud Eyes" Dum Dum Girls nie wkręciło się bardziej niż ta prosta, lecz obdarzona niesamowitą atmosferą piosenka.

Na pełen ekran:

%d blogerów lubi to: