//
Read Between The Lies
Recenzje

L’arc~en~Ciel „Butterfly”


L’arc~en~Ciel
Butterfly
Sony Music, 2012
01. Chase
02. X X X
03. Bye Bye
04. Good Luck My Way
05. Bless
06. Shade of Season
07. Drink It Down
08. Wild Flower
09. Shine
10. Nexus 4
11. 未来世界 (Mirai Sekai)

2012 rok nie zaczął się najlepiej dla japońskiego rocka – średnie albumy wydały m.in. The Pillows i Porno Graffitti – wymagania względem L’arc~en~Ciel są jeszcze większe, bo jak nie wymagać od zespołu, któremu najczęściej towarzyszą przymiotniki „legendarny” oraz „kultowy”?

Japończycy długo zbierali się do nowego wydawnictwa, od wcześniejszego albumu (Kiss) minęło pięć lat – w międzyczasie każdy z muzyków nagrał materiał solowy lub wraz z innymi projektami. Jednak już w 2008 roku pojawiły się dwa single zwiastujące Butterfly. Kolejny trafił do sprzedaży w 2010 roku i jeszcze trzy w 2011. Marketingowo doskonały chwyt – każda z piosenek znalazła się w pierwszej piątce japońskiej listy Oricon, a fani systematycznie nakręcali się na wyjątkowy, już dwunasty, krążek. Niestety efekt jest zupełnie inny – album jest niespójny i nierówny, na tle bogatej dyskografii „Laruku” wypada marnie.

Na start dostajemy najnowszy singiel – Chase. Zaczyna się nietypowo, bo szybkim elektronicznym rytmem i wokalem w języku angielskim (z charakterystycznym japońskim akcentem). Minutę później jest już jednak swojsko, tzn. gitarowo i po japońsku. W ciągu tygodnia utwór ten sprzedał się nakładem prawie siedemdziesięciu dwóch tysięcy kopii, całkowicie zasłużenie – to jeden z najciekawszych punktów Butterfly. Szkoda, że tak pozytywny zwiastun dalej okazuje się nie realizować obietnicy. Drugi utwór to także znany fanom od dłuższego czasu singiel – X X X. W tym wypadku sprzedano prawie osiemdziesiąt dwa tysiące kopii w tydzień, a debiut na liście Oriconu odnotowano na najwyższej pozycji. Co to znaczy? Wystarczy porównać jakie albumy są na szczycie polskiej listy OLiS – przeważnie nic wartego poświęcenia czasu. X X X to ballada o miłości ze smyczkowymi wstawkami, niestety nie tak ciekawa, jak dawne przeboje. Jeszcze gorsze jest następne Bye bye, gdzie głos Hyde’a wykrzywia się w linie kaleczące uszy. To piosenka totalnie pozbawiona tożsamości, mógłby ją napisać każdy rockowy zespół i w każdym wypadku zaraz po jej ostatnich dźwiękach znikałaby z pamięci.

Następny jest Good luck my way (kolejny singiel) z punk rockową perkusją i gitarą, co jednak równoważą smyki i delikatny wokal Hyde’a. W tym kawałku Ken w końcu przebudza się i odgrywa solidną solówkę. Z wszystkich singli z Butterfly, ten był notowany najniżej, nic dziwnego – jest najlepszy. Niestety chwilowo ożywiona nadzieje ponownie przygasa wraz z Bless, przebojem z 2010 roku. Znowu robi się nastrojowo, ale najnowsze miłosne historie L’arc~en~Ciel nie są tak przekonujące jak piosenki sprzed dziesięciu/piętnastu lat.

Shade of season nie było wcześniej publikowane, więc liczyłem, że będzie przełomem. Nie jest. Jak na Butterfly jest nieźle – ciekawe partie klawiszowe i chwytliwy refren przeplatany ze ślamazarnie zagranymi zwrotkami – ale jak na „tęczę” (l’arc en ciel z francuskiego) marnie. Sytuację ratuje Drink it down, najwcześniejszy singiel z albumu, który po raz pierwszy usłyszałem przy kampanii promującej grę Devil may cry 4. Ken i Hyde odgrywają najcięższe riffy z całego zebranego materiału, a kiedy wspierają je klawiszowe partie robi się bardzo metalowo. Oczywiście Hyde nie growluje i całość jest utrzymana w atmosferze uwielbianej przez fanów. To już siódmy utwór, ale dopiero trzeci do którego warto wracać.

Żeby nie było zbyt sympatycznie Wild flower to kolejny przeciętniak, tym razem obciążony patosem i dostojnością. Nie trzeba znać języka japońskiego żeby wiedzieć o czym jest ta piosenka… zresztą miłość to główna tematyka utworów „Laruku”, nie traktuję takiego doboru tematycznego jako mankamentu. Dalej wybrzmiewają dwa utwory ze wspólnego singla – Shine i Nexus 4. Pierwszy to popowy koszmarek, dla którego lepiej byłoby gdyby nie powstał. Drugi nie ustępuje w komercyjnej formie, ale pomysłem i wykonaniem nie przynosi przynajmniej wstydu. 未来世界 (Mirai Sekai) wystawia słuchaczy na trudną próbą – wytrzymać ostatnie trzy minuty czy już wyłączyć Butterfly. Wytrzymałem, ale pierwszy i ostatni raz…

„Składanka” L’arc~en~Ciel przede wszystkim męczy. Z jedenastu utworów zostawiam w swojej playliście tylko trzy, o reszcie mam nadzieję jak najszybciej zapomnieć. Cytując klasyka chciałoby się zawołać „kończ waść, wstydu oszczędź…”.

L’arc~en~ciel- Chase PV Full HQ from sharingan3501 on Vimeo.

Reklamy

About Jimmy Magnetar

ripping iron from your blood

Dyskusja

Brak komentarzy.

Let Me Hear You Scream

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Mój styczniowy hicior, nawet "Rimbaud Eyes" Dum Dum Girls nie wkręciło się bardziej niż ta prosta, lecz obdarzona niesamowitą atmosferą piosenka.

Na pełen ekran:

%d blogerów lubi to: