//
Read Between The Lies
Wywiady

Wywiad: Robin Staps (The Ocean)

Do czwartej edycji festiwalu Asymmetry został niespełna miesiąc, z tej okazji udało mi się porozmawiać z Robinem Stapsem, liderem niemieckiej kapeli The Ocean, która wystąpi drugiego dnia imprezy na głównej scenie.

Za granicą występujecie przeważnie jako The Ocean, kiedy ostatnio miałeś okazję zebrać cały kolektyw? Jest szansa zobaczyć was w takiej konfiguracji w Polsce?

Ostatnio graliśmy z kolektywem w Szwajcarii, podczas koncertu z okazji wydania Heliocentric, to był marzec 2010 roku. Występowaliśmy z poszerzonym składem o cztery instrumenty strunowe, dwa dęte i pianino. Zarejestrowaliśmy ten – składający się z prawie każdego utworu z Heliocentric, a także wielu z Precambrian i dwóch z Aeolian – koncert, a jesienią tego roku wytwórnia Metal Blade wyda go jako potrójne DVD zatytułowane Collective oblivion. Na początku 2011 roku zagraliśmy jeszcze jeden koncert z rozszerzonym składem, ale tym razem wyłącznie o pianino i wiolonczelę. Odbyło się to w Muzeum Instrumentów Muzycznych w Berlinie, ten występ także nagraliśmy, jego część trafi na DVD. Jesteśmy gotowi występować z szerszym składem kiedykolwiek będzie okazja, jest to jednak bardzo czasochłonne (zwłaszcza próby) i wszystko zależy od budżetu promotorów.

Oceanland jest jeszcze aktywny? Polskie władze prawdopodobnie szybko by go zamknęły.

Oceanland jest martwe od czterech lat. Doprowadzono do tego w 2008 roku, kiedy budynek przechodził gruntowne odnawianie. W miejscu, gdzie mieliśmy salę prób jest teraz ogromny system grzewczy… Aktualnie nie mamy stałego miejsca prób, czasem ćwiczymy w Berlinie, czasem w Szwajcarii, gdzie pozostali czterej członkowie zespołu mieszkają. W zeszłym roku byliśmy na trasie przez siedem miesięcy, więc i tak nie mieliśmy czasu na próby…

Podczas koncertu z The Dillinger Escape Plan w Polsce mieliście przy merchu kawałek papieru z prośbą o pomoc w znalezieniu noclegu. Na trasie jest aż tak trudno?

Jeżeli jest się supportem, który dostaje ledwie dwieście euro za koncert (co jest normalne na dużych trasach) nie chce się wydawać połowy wynagrodzenia na hotele. Na większych trasach, które zrobiliśmy – z Opeth, Dillinger, Anathemą – staraliśmy się nocować u znajomych. Mamy przyjaciół w niemal każdym europejskim mieście, ale nadal jest kilka „pustych miejsc” na naszej mapie. Tam właśnie mamy nadzieję poznać nowych przyjaciół, którzy zechcą podzielić się swoimi domami na jedną noc. Osobiście wolę nocować w prywatnym mieszkaniu – gdzie jest możliwość poznania ludzi, kultury ich kraju, ewentualnie kolekcji ich płyt – niż w hotelach typu Etap albo Formula 1, gdzie po przebudzeniu można zapomnieć w jakim się jest mieście czy państwie.

Byliście obrabowani przez osoby udające policję… Jakie inne dziwne sytuacje spotykały was? W waszym bio przeczytałem, że jeden z muzyków zniknął w trakcie trasy koncertowej…

Nie zniknął na trasie, ale zaraz przed nią… Mieliśmy mnóstwo szalonych sytuacji, zajęłoby wieki opowiedzenie o wszystkim… Od znalezienia się w środku nalotu uzbrojonej policji w trakcie imprezy z rdzennymi Amerykanami w Nowym Meksyku do nie wpuszczenia nas do pociągu w środku nocy na Syberii ponieważ byliśmy pijani…

Zdaje się, że jesteście bardzo elastycznym zespołem, gracie na dużych scenach, ale także w klubach na sto osób. Nawet jeśli warunki są trudne, najważniejsze jest dla was dać koncert?

Staramy się dokładniej wybierać teraz niż w przeszłości, ale dla nas chodzi w tym wszystkim o to aby dostarczać muzykę ludziom gdziekolwiek żyją, dzięki temu możemy dotrzeć do państw i miejsc, których inaczej nigdy nie poznalibyśmy. Kiedy jesteśmy na trasie w Rumunii albo Chinach nie możemy oczekiwać fantazyjnych klubów, doskonałych warunków technicznych i wielkich scen. Lubię atmosferę panujące w małych klubach, jej intensywność. Wywodzę się z hardcore’owego środowiska i dorastałem w w warunkach skakania ze sceny i przybijania piątki wokaliście w środku koncertu… To intymność i energia, których zazwyczaj nie można odczuć na dużych scenach. Takie są nasze korzenie i dlatego nadal grywamy koncerty DIY, mimo że warunki nie są idealne.

Wiele osób było zamieszanych w The Ocean, aktualny skład jest stabilny?

Tak, w 100%. Gram z tymi ludźmi od czterech lat, funkcjonujemy jako zespół i jesteśmy zarazem przyjaciółmi, wszyscy wiemy co chcemy osiągnąć. Dużo koncertujący zespół mocno oddziaływa na zdrowie, kontakty z ludźmi i nie pozwala na stałe zatrudnienie. Mam świadomość, że to coś, co ludzie chcą robić przez jakiś czas, niewielu zostaje przy tym na całe życie. Wiem, że na pewno nie będę robił tego przez resztę swoich dni. Kocham to, kocham takie życie, jego intensywność jest nie do porównania, ale przypuszczam, że dotrę do punktu, w którym już nie będę chciał tyle podróżować, jak przez ostatnie dwa lata. Nigdy natomiast nie przestanę nagrywać i występować, to jest pewne…

Zespół, trasy, wydawanie albumów są dosyć drogie, macie dodatkowe prace?

Bycie w trasie przez siedem miesięcy w roku nie pozwala na stałą pracę. Jednocześnie zespół nie wystarcza do przeżycia całego roku, to nieustanna walka. Prowadzę wytwórnię Pelagic Records i działam przy różnych wydarzeniach w Berlinie. Louis studiuje, Jona pracuje w branży muzycznej, Loic ma własne studio nagraniowe. Staramy się łączyć zespół i domowe życie, ale czasem jest to trudne.

W jednym ze starszych wywiadów przeczytałem, że pomylono was z amerykańskim zespołem Ocean. W Polsce także istnieje zespół o tej nazwie, słyszałeś o nim?

Znam zespół ze Stanów, ale o polskim nigdy nie słyszałem.

Jestem zagorzałym fanem krautrocka, który oparty jest na eksperymentowaniu i ściśle wiąże się z Niemcami. The Ocean także eksperymentuje i także pochodzi z Niemiec, czy krautrock jest dla was inspiracją?

Czerpiemy inspiracje ze wszystkiego co wydaje się nam interesujące, w tym z krautrocka. Nigdy nie byłem jego wielkim fanem, nie żyłem w tamtych czasach, szanuję go raczej jako archeolog niż uczestnik.

Pierwszy raz usłyszałem The Ocean w audycji z muzyką rockową typu Disturbed, Slipknot czy Tool, widziałem też kilka recenzji, w których jesteście porównywani do tych zespołów. Z drugiej strony wiem, że jesteście fanami hardcore’u, a dla mnie więcej jest podobieństw do Cult od Luna czy Kylesy…

Wymieniasz mnóstwo kompletnie różnych zespołów. Zgadzam się co do Toola i Cult of Luna, to dwa z moich najważniejszych zespołów. Jeżeli chodzi o resztę to nie wiem… Ludzie zawsze porównują muzykę do ich najbliższych odniesień. Byliśmy także przyrównywani do Pink Floyd i My Dying Bride, domyślam się skąd pochodzą takie spostrzeżenia, ale nie wydaje mi się żebyśmy chociaż trochę przypominali te zespoły…

Ile z The Ocean to twój indywidualny koncept, a ile to wspólna praca lub indywidualna praca reszty muzyków?

Kiedyś było to w 100% moje dziecko, teraz jest zupełnie inaczej. Na Anthropocentric Jona napisał cztery utwory, jeden stworzył Louis. Na nowy, nadchodzący album (ukaże się w 2013 roku) znowu napisałem całość materiału, ale reszta zespołu napisała swoje partie. Luc podszedł do bębnów z jego własnej perspektywy, to samo tyczy się Louisa na basie. Wiem dzięki temu, że gram z ludźmi, którzy są naprawdę dobrzy na swoich instrumentach i wiedzą znacznie więcej o perkusji i basie niż ja. To ogromny zysk pod każdym względem. Byłem szalony na punkcie kontroli, do pewnego stopnia nadal jestem (jeżeli chodzi o całościową wizję, teksty, oprawę graficzną i oczywiście same piosenki), ale otworzyłem twórczą sferę dla kolegów z kapeli i zrozumiałem, że dzięki temu nasz statek dociera do nowych interesujących rewirów, do których nie dotarlibyśmy gdybym był jedynym kapitanem.

Pracujecie już nad nowymi utworami?

Tak, nowy album jest już napisany i nagraliśmy już partie perkusji.

Będzie można któryś z nich usłyszeć na festiwalu Asymmetry?

Nie, nie będziemy mieli okazji przećwiczyć ich przed festiwalem.

Set na Asymmetry będzie selekcją waszych ulubionych utworów czy macie inną koncepcję?

Mamy tylko godzinę, więc będziemy musieli dokonać wyboru. Spróbujemy wyważyć set i uczynić go interesującym także dla nas. Będą głównie utwory z Anthropocentric i Heliocentric oraz trochę dźwięków z Precambrian, może jeden-dwa utwory z Aeolian.

Są na Asymmetry zespoły, na dzielenie sceny z którymi cieszycie się?

Tak, to niesamowity festiwal z niesamowitym składem w tym roku. Nie mogę się doczekać żeby ponownie zobaczyć naszych przyjaciół z Red Fang, ale także Bohren, Celeste, Killing Joke, Sleep i oczywiście A Storm of Light.

Ostatnie dwa albumy były ściśle związane z krytyką konserwatywnego chrześcijaństwa, to nadal główny temat twoich tekstów?

Nie, zajmę się innym tematem… Nie lubię się powtarzać.

Młodzi ludzie w Polsce coraz częściej zrywają więzi z kościołem, w Niemczech jest podobnie?

Kościół nie odgrywa żadnej ważnej roli w dzisiejszym społeczeństwie poza instytucją pomocy społecznej. Czy potrzebujemy Boga w instytucjach pomocy społecznej? Nie potrzebujemy…

Co sądzisz o darmowym udostępnianiu muzyki w sieci? Dla zespołów jak wasz nie jest to chyba dużym problemem, wielu fanów chce mieć wasze albumy z całą oprawą jaką przygotowujecie.

Staramy się oferować naszym fanom holistyczne podejście do sztuki – obejmuje oczywiście muzykę, ale także wizualną stronę koncertów, wideo, drukowane materiały, wzory koszulek… Wszystko to jest nie do ściągnięcia i jeżeli ktoś chce zobaczyć pełen obraz nie może zredukować wszystkiego do sterty danych na dysku. Nie jestem jednak przeciwnikiem ściągania, oferuję je poprzez moją wytwórnię Pelagic Records i sam też ściągam, to bardzo wygodne do sprawdzenia albumu. Kiedy coś mi się spodoba, kupuję to. Jeżeli ludzie wbiją sobie do głów, że tworzenie muzyki zabiera dużo czasu, poświęcenia i pieniędzy i z tego powodu należy za nią płacić to… wszystkiego dobrego.

Masz wrażenie, że przez ostatnie lata metalowa muzyka znacznie się zmieniła? Zespoły (nazwijmy je) post-metalowe zdobywają coraz szerszą publiczność, podczas gdy nowe heavy metalowe czy thrashowe kapele nie cieszą się takim zainteresowaniem.

Metal i rock nigdy nie były statecznymi gatunkami nie dopuszczającymi rozwoju i progresji, przynajmniej nie w większej całości. Osobiście nie lubię terminu „post-cokolwiek”, który ma oczywiste odniesienie do postmodernizmu. Postmodernizm, z jego roszczeniami do dzielenia zamiast jednoczenia, jest dokładnie tym co szerzy się w dzisiejszej muzyce. Jest to też dokładnie to czemu się sprzeciwiamy: filozoficzną podstawą i usprawiedliwieniem generacji MySpace, skoncentrowanej na miliardzie przypadkowych piosenek, zamiast całych albumów, której średni czas koncentracji to dziesięć sekund (zanim klikniecie myszą zabierze nas na kolejną stronę). Gdyby Lyotard, ze swoim znakomitym muzycznym smakiem, wiedział że jego mamrotanie zainicjuje koniec albumów może przemyślałby to dwukrotnie! Rodzaj komponowanej muzyki jaką tworzymy jest bardziej konstrukcją, niż dekonstrukcją. Myślę, że nie jesteśmy „post” czy „pre” jacyś, jesteśmy po prostu tutaj, teraz, w czasie teraźniejszym.

Wygląda na to, że metal nie jest już tylko muzyką dla fanów metalu. Jest mnóstwo festiwali, na których totalnie różne zespoły maja jedna publiczność (jak np. Oya w Oslo, gdzie scenę dzielą Satyricon, Crystal Castles i Arctic Monkeys). Macie wrażenie, że publiczność na waszych koncertach nie jest zainteresowana konkretnym gatunkiem, ale po prostu ciekawą muzyką?

Oya Festival jest niesamowity, graliśmy tam w 2007 roku i byłem zdumiony faktem, że to wszystko zadziałało mimo bardzo zróżnicowanego składu. Dowodzi to, że większość ludzi kochających muzykę nie jest zainteresowana jednym jej rodzajem. Ledwie słucham metalu, ale go kocham. Słucham fusion, etiopskiego jazzu, salsy, dubstepu, muzyki klasycznej… Kiedy patrzę na większość moich znajomych to okazuje się, że odbierają muzykę podobnie. Nigdy nie chce oglądać tego samego zespołu występującego na festiwalu dwanaście razy z rzędu. Potrzebujemy różnorodności i ogólnej otwartości dla ciekawych podejść do muzyki.

Twoje muzyczne odkrycia minionego roku?

Karnivool zabrali mnie na kilkomiesięczną podróż i nadal nie jestem pewien czy z niej powróciłem…

Reklamy

About Jimmy Magnetar

ripping iron from your blood

Dyskusja

Brak komentarzy.

Let Me Hear You Scream

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Mój styczniowy hicior, nawet "Rimbaud Eyes" Dum Dum Girls nie wkręciło się bardziej niż ta prosta, lecz obdarzona niesamowitą atmosferą piosenka.

Na pełen ekran:

%d blogerów lubi to: