//
Read Between The Lies
Artykuły

Emo: Od hardcore’u do lakieru

Czy jest wśród was ktoś, kto nie myślałbym o zjawisku „emo” z przynajmniej lekką pogardą? A jak wielu z was automatycznie myśli o czarnych grzywach zasłaniających większość twarzy i kolekcji żyletek w kieszeni? Takie powierzchowne potraktowanie złożonego gatunku ma wiele analogii: dubstep to dla wielu tylko Skrillex, a heavy metal to każde mocniejsze uderzenie gitar (od Linkin Park po Behemoth). Liczę, że znajdziecie w sobie wystarczająco transformatywności żeby odrzucić stereotypy i przebrnąć przez krótką historię emo.

Historia zaczyna się wyjątkowo żyznym dla punk rocka roku 1977. Wtedy to, uformowały się tak wpływowe w późniejszych latach kapele jak: 999, Stiff Little Fingers, The Specials, Misfits, Angelic Upstarts czy Black Flag. Dla, pochodzącej z Waszyngtonu, muzyki emo najważniejsze było jednak powstanie projektu prekursorów hardcore punka – Bad Brains. Czteroosobowa ekipa, złożona wyłącznie z Afroamerykanów, stała się obiektem kultu jeszcze przed wydaniem debiutanckiego singla (Pay to cum z 1980 roku). Zainspirowani „złymi mózgami” Ian MacKaye i Jeff Nelson postanowili chwycić za bas/pałeczki i stworzyć własny zespół – The Slinkees. Ian nieskutecznie próbował wciągnąć znajomego wokalistę – Henry’ego Garfielda (bardziej znanego jako Henry Rollins) – a ostatecznie mikrofon trafił w dłonie Nathana Strejceka, którego dołączenie do kapeli spowodowało zmianę jej nazwy na The Teen Idles. Żywot kapeli zakończyła częsta dolegliwość nagle atakująca rockowych muzyków – skrajne nawrócenie. Gitarzysta Geordie Grindle odrodził się jako chrześcijanin, co nie odpowiadało zatwardziałemu ateiście Nelsonowi. Zanim jednak konflikt zniszczył zespół, zdołał on jeszcze zarejestrować swój jedyny materiał – EPkę Minor disturbance. Nie jest to materiał na tyle wybitny aby rozpisywać się na jego temat, ale dla jego wydania MacKaye i Nelson powołali jedną z najważniejszych dla punk rocka wytwórni w historii muzyki – Dischord Records (na przestrzeni ponad trzech dekad dom dla m.in. Youth Brigade, Dag Nasty czy Fugazi). Duet nie zaprzestał działalności muzycznej, MacKaye przerzucił się na wokal i rozpoczęli występy jako Minor Threat. W 1981 roku ich kawałek Straight edge zainspirował powstanie ruchu pod tą samą nazwą, który – w bardzo dużym skrócie – krytykował korzystanie z alkoholu i narkotyków.

Jak to wszystko ma się do emo? Otóż Minor Threat zdecydowanie odeszli od typowego dla punk rocka nawoływania do społecznego buntu, na rzecz problemów indywidualnych. Efektem tego było pobudzanie znacznie bardziej personalnych odczuć i nacechowanie muzyki bardzo dużą ilością… emocji. Kapela stała się samodzielnym protoplastą nowego subgatunku, który na starcie był po prostu hardcore punkiem z inną wizją na warstwę tekstową. Jedną z pierwszych kapel jakie podniosły rękawicę było utworzone przez Guya Picciotto Rites of Spring, złamali niepisane granice hardcore’u skłaniając się ku melodyjnemu łojeniu oraz śpiewając o ściśle osobistych sprawach. Przypisuje się im stworzenie emo/screamo/emocore, ale jak każdy szanujący się zespół, któremu wmawia się stworzenie nowego gatunku, stanowczo zaprzeczają i gardzą słowotwórczymi nowinkami. Niezaprzeczalnie jednak muzycy wprowadzili nową świeżość do hardcore’owego grania i nadali tej muzyce nostalgiczno-romantyczny charakter. Kapela nagrała tylko jeden eponimiczny album (wyprodukowany przez MacKaye i wydany przez Dischord) i zagrała zaledwie piętnaście koncertów (podobno część publiczności płakała podczas nich).

Zainspirowany MacKayem Picciotto powołał projekt, który z kolei zainspirował MacKaya. Muzyk do tego stopnia zafascynował się nową jakością jego ulubionej muzyki, że towarzyszył Rites of Spring jako roadie, a w końcu postanowił ściśle nawiązać do ich twórczości w swoim nowym zespole – Embrace. Oni także uważani są za korzenie emo i także zdecydowanie nie godzą się na taką klasyfikację. W składzie kapeli znaleźli się: Michael Hampton, Ivor Hanson i Chris Bald – byli muzycy dopiero co rozwiązanego The Faith (gdzie śpiewał Alec MacKay, młodszy brat Iana). Żywot Embrace był jeszcze krótszy niż Rites of Spring – od lata 1985 roku do wiosny 1986. Zdołali w tym czasie wydać jeden album i jeden singiel.

Gdyby prześledzić ścieżki muzyków Embrace i Rites of Spring na np. Discogs.com to okazałoby się, że można w ten sposób poznać niemal całą ówczesną scenę hardcore punka w Waszyngtonie. Kilka przykładowych ścieżek:

  • Alec MacKaye założył jeden z pierwszych zespołów będących dzisiaj synonimem waszyngtońskiej sceny hc – Untouchables. Później śpiewał we wspomnianym The Faith, a także Ignition i The Warmers.
  • Gitarzysta Untouchables – Eddie Janney – także występował w The Faith, ale również w Rites of Spring.
  • Michael Hampton z Embrace i The Faith grał także w One Last Wish z Guyem Picciotto, Eddiem Janneyem i Brendanem Cantym oraz w State of Alert, gdzie śpiewał Henry Rollins.
  • Chris Bald z Embrace tworzył wraz z Aleciem MacKaye Ignition i grał też w The Faith.

Podobne przykłady można by jeszcze długo wymieniać, ale pozwolę sobie przerwa i zakończyć na najbardziej spektakularnym i znaczącym dla fanów niemal każdej gitarowej muzyki. W roku 1987 siły połączyli: Guy Picciotto (Rites of Spring, One Last Wish, Happy Go Licky), Ian MacKaye (Minor Threat, Embrace, The Teen Idles, Egg Hunt), Brendan Canty (Rites of Spring, One Last Wish, Happy Go Licky, Deadline) i Joe Lally (Ataxia, The Black Sea). Z połączenia ich mocy powstało Fugazi, jedno z najdoskonalszych muzycznych tworów wszech czasów. Dokleja się im przeróżne fiszki, na Last.fm widnieje nawet totalnie niezrozumiały opis „amerykańska grupa indie rockowa, poruszająca się w stylistyce post-hardcore”, ale z całą pewnością związek z emo-core został całkowicie wyplewiony.

Ian MacKaye powiedział o emo-core „the stupidest fucking thing I’ve ever heard in my entire life”. Historia po raz kolejny (i nie ostatni) pokazała jednak, że ustalanie dyskursu muzycznego nie należy do samych muzyków, ale do bliżej nie sprecyzowanej masy. W połowie lat 80. na słowo „emo” każdy fan hardcore’u reagował ironicznym uśmiechem (niewiele się zmieniło), ale im częściej używano tego słowa (nawet w pogardliwym kontekście), tym silniej zagnieżdżało się w zasobach językowych publiczności. Każdy wie jak bardzo Cobain nienawidził określenia grunge, ale gdyby ktoś was zapytał jaką muzykę grała Nirvana co by wam w pierwszej kolejności przyszło do głowy? Podobnie jest z np. Ritualz i witch house czy Cluster i krautrockiem.

W latach 80. nikt jeszcze nie czuł oddechu internetowej globalizacji na karku, więc istniało coś takiego jak lokalne sceny. Każdy nastolatek wie, że grunge zaczął się w Seattle, a thrash w Bay Area (teraz wszystko zaczyna się wszędzie niemal jednocześnie). Waszyngton był alma mater emo, ale na początku lat 90. idea emocjonalnego hardcore’u zaczęła się rozprzestrzeniać. W przypadku – nazwijmy to – pierwszej fali emo (tu też umówmy się na korzystanie z tej nazwy żeby nie rozwijać sytuacji każdorazowo) wszystkie zespoły cieszyły się dużym szacunkiem i popularnością w całym zbiorze hardcore’u i punk rocka. Druga fala złagodziła swoje brzmienie i znacznie wyostrzyła język krytyki. Do emocjonalnych inspiracji zespołów coraz częściej dołączały (a co najważniejsze także z nich emitowały) fascynacje z okolic new wave pokroju The Cure, The Smiths, Joy Division czy The Stone Roses. Dla „prawdziwych” fanów hc był to karygodny mezalians.

Dowodzony przez charyzmatycznego Blake’a Schwarzenbacha Jawbreaker powstał jeszcze w 1986 roku, ale to nowa dekada przyniosła im niespodziewany sukces. Co ciekawe, jeszcze przed nim kapela zdążyła się rozpaść. Po pierwszym albumie (Unfun z 1990 roku) i pierwszej dużej trasie koncertowej (jako otwieracz występów Econochrist) muzycy mieli siebie dość i rozstali się na ponad rok. Po zjednoczeniu i wydaniu drugiego krążka (Bivouac, 1992 rok) zaczęło się na dobre… Schwarzenbach postanowił pójść na całość i całkowicie obnażył się emocjonalnie przed słuchaczami. Dla wielu była to pierwsza, w stu procentach szczera, możliwość zidentyfikowania cudzej poezji (bo tak traktowano teksty Blake’a) z własnymi przeżyciami. Wokalista szybko stał się postacią owianą kultem i czcią, wieszczem, romantykiem, Słowackim i Werterem w jednym, a przede wszystkim pierwszym idolem kultury emo. Swoistym hymnem stał się utwór o parze całujących się nastoletnich meneli – Kiss the bottle. Dziwny głos Blake’a w tym (i kilku innych kawałkach) był uwielbiany przez fanów i fanki, ale okazał się mieć źródło w polipie, który niemal całkowicie pozbawił wokalistę głosu. Operacyjne usunięcie okazało się jednak wystarczającym zabiegiem dla odzyskania pełnej sprawności. Przed wydaniem trzeciego albumu (24 Hour Revenge Therapy z 1994 roku) Jawbreaker trafił do jeszcze szerszego grona odbiorców otwierając kilka koncertów Nirvany (promującej wówczas In utero). Duży sukces nie pozwolił im przejść na wymarzony spoczynek (napięcie w kapeli ponownie stało się nie do zniesienia), skusili się na kontrakt o wartości miliona dolarów z wytwórnią DGC. To był cios dla fanów, którym nie spodobał się ani nowy materiał (Dear You), ani występy na wielkich festiwalach, ani trasy koncertowe u boku mainstreamowych gwiazd typu Foo Fighters. Działalność kapeli zakończyła się bójką między Chrisem Bauermeisterem a Blake’m Schwarzenbachem w 1996 roku. Chris i Adam (Pfahler) deklarują gotowość reaktywacji, ale Blake nie poddaje się trendowi na powroty i utrzymuje, że nie jest gotowy do śpiewania utworów z okresu Jawbreaker.

Innym zespołem znienawidzonym przez „true” hardcore’owe środowisko, a uwielbianym przez fanów emo, jest Sunny Day Real Estate. Działalność kapeli była maksymalnie utrudniona już na starcie – pierwsze koncerty dawali w 1992 roku w zdominowanym przez grunge Seattle. W ich muzyce słychać wyraźny kompromis między hardcorem, emo i grungem, w dodatku mieli solidny sprzęt i duże ambicje komercyjne, co w naturalny sposób ustawiło ich w pozycji jeszcze bardziej znienawidzonych przez fanów waszyngtońskiej sceny emo. W 1994 roku zespół wydał debiutanckim album (Diary) dla najważniejszej w tamtych czasach niezależnej wytwórni – Sub Pop. Od śmierci Cobaina minął ledwie miesiąc, a wielu krytyków poszerzało definicję grunge’u. Sunny Day Real Estate także trafili do tego worka, a media podchwyciły ich jako nowe objawienie z Seattle. Trafili do przeróżnych programów telewizyjnych i na długo zalegli w ramówce MTV. Po trasie koncertowej po całych Stanach Jeremy Enigk poważnie zachorował na już opisywana wyżej dolegliwość – skrajne nawrócenie. Kapela rozpadła się na początku 1995 roku, a William Goldsmith i Nate Mendel dołączyli do Dave’a Grohla przy formowaniu nowego projektu – Foo Fighters. Wytwórnia postanowiła jednak wydać jeszcze całkowicie przygotowany drugi album Sunny Day Real Estate. Wydawnictwo to nie miało przypisów, a nazwane było po prostu LP2 (ciekawe która wytwórnia dzisiaj odważyłaby się na coś takiego), do tego posiadało całkowicie różową okładkę z niewielką nazwą kapeli, a do wielu kawałków nie powstały nawet teksty. Według Enigka sytuacja w zespole była na tyle zła, że każdy chciał jak najszybciej skończyć z tym i iść w swoją stronę. Jak widać na tych dwóch przykładach, rozstania w emo kapelach są bardzo emocjonalne…

W tym czasie – głównie za sprawą Cobaina – popularne stało się bycie alternatywnym i niezależnym, hipsterem, pijakiem, poetą i nieszczęśliwie zakochanym tornadem uczuciowym. Czujne wytwórnie zaczęły hurtowo zaciągać na pokład wrażliwych chłopców z gitarami i wyciskać z ich emocji grube dolary. Termin „emo” stawał się coraz bardziej doprecyzowywany przez dziennikarzy i wytwórnie, niemal całkowicie obdarto go z waszyngtońskich korzeni (często pomijano nawet Jawbreaker), a za główne źródło podawano Sunny Day Real Estate. Udowadniano w ten sposób, że warto grać emo żeby osiągnąć sukces. Słuchając dzisiejszych kapel otagowanych tym terminem skuteczność marketingowa wydaje się niemal stuprocentowa. Komercjalizację punk rocka (jako całego gatunku) przypieczętowały wydawnictwa Dookie Green Day i Smash The Offspring z 1994 roku (od razu dodam, że nie demonizuję bycia komercyjnym artystą, Smash to jeden z moich ulubionych krążków jakie kiedykolwiek powstały).

Zreformowane emo miało smak tych dwóch kapel, bardzo silny posmak indie rocka i grunge’u oraz delikatną nutkę hardcore’u. Również w tamtym okresie powstał stereotyp przewrażliwionego emo chłopca w grubo oprawionych okularach. Kilka bardziej znanych projektów z tego okresu:

Braid powstało z inicjatywy Boba Nanny, który grał wcześniej na bębnach we Friction (ich największym sukcesem była możliwość otworzenia kilku koncertów Jawbreaker). Zespół rozwiązał się gdy Nanna przeprowadził się do Illinois, gdzie postanowił przerzucić się na gitarę i śpiew. W połowie lat 90. łatwo było skompletować kapelę, Braid powstało w ciągu kilku tygodni. Duża podaż na „rynku” muzyków powodowała też liczne zmiany w składzie, ale w końcu w 1995 roku udało się zarejestrować debiutancki krążek – Frankie Welfare boy age five – a zaraz po tym wyruszyć na pierwszą ogólnokrajową trasę (występowali w klubach, a także domach swoich fanów, szkoda, że dzisiaj takie rozwiązanie wydaje się niemożliwe). W 1997 roku Braid wyruszyli na pierwszą europejską trasę, gdzie ich koncerty miało otwierać The Get Up Kids. Już pierwsze wieczora okazało się jednak, że to ci drudzy mają więcej fanów na starym kontynencie i kolejność została zamieniona. Koncerty-studio-koncerty, tempo narzucone przez Braid nie mogło utrzymać się w nieskończoność. W 1999 roku muzycy nie znieśli napięcia i we względnym pokoju rozstali się. Być może właśnie to delikatne pożegnanie okazało się furtką do dalszej współpracy, od stycznia 2011 roku Braid wznowili działalność zarówno na scenie, jak i w studiu.

W 1996 roku podziemna kapela The Promise Ring z Milwaukee zaskoczyła wszystkich (a przede wszystkim samych siebie) sprzedając dziesięć tysięcy egzemplarzy debiutu płytowego – 30° Everywhere. Zespół powstał jako poboczny projekt wokalisty i gitarzysty Cap’n Jazz, ale szybko stał się jego dominującym zajęciem. Jednocześnie kapela pokazała nową płaszczyznę emo – powolną i silnie związaną z popem (co systematycznie narastało wraz z kolejnymi krążkami). Oni także rozstali się w multilateralnym porozumieniu i także co jakiś czas powracają (18 stycznia 2012 roku ogłosili występ na Bamboozle Festival wraz z m.in. Foo Fighters i Jimmy Eat World).

Christie Front Drive to kapela pochodząca z Denver, której działalność trwała niespełna cztery lata. Nie odnieśli komercyjnego sukcesu, ale wiele współczesnych emo zespołów wymienia ich jako jedno z natchnień. Podobnie było z teksańskim Mineral, które – co warto odnotować – jako jeden z nielicznych zespołów znaleźli złoty środek między Bogiem a rock’n’rollem. Jedna z największych współczesnych inspiracji powstała blisko źródła, w Nowym Jorku, chociaż dezorientująco nazywali się Texas Is The Reason. Za powstanie projektu odpowiadają Norm Arenas i Chris Daly, zirytowani i zmęczeni udziałem w ultrareligijnych Hare Krishna hardcore punkowych bandach – Shelter i 108. Ich nowy projekt szybko zyskał zainteresowanie mediów i został zasypany stertą wyświechtanych określeń typu „największa nadzieja”, „następna duża rzecz” itp. Do You know who You are? okazało się jednak ich jedynym albumem. Początkiem końca była europejska trasa podczas, której doszło do licznych kłótni. Arenas i Daly przed jednym z koncertów w Niemczech postanowili, że jeśli będzie to wyjątkowy występ to rozwiążą zespół. Podobno był to ich najlepszy koncert. Texas Is The Reason są jedną z ulubionych kapel m.in. Glassjaw, My Chemical Romance, Taking Back Sunday czy Thursday.

Jedną z najpopularniejszych i nadal działających kapel emo z początku lat 90. jest Jimmy Eat World. Zaczynali jako typowo punk rockowy projekt (co wyraźnie słychać na ich debiutanckim długogrającym materiale), ale priorytety zmieniły się wraz z odkryciem Sunny Day Real Estate. Nowe brzmienie kapeli zostało szybko namierzone przez skauta Capital Records, a kilka dni później zespół podpisał kontrakt. Album Static prevails nie był spektakularnym sukcesem, ale udało mu się osiągnąć rzadki konsensus – pomiędzy fanami muzyki niezależnej a mainstreamowej. Sukces przyszedł wraz ze wzrostem kompetencji Jima Adkinsa, który na trzecim albumie (Clarity z 1999 roku) stał się głównym wokalistą. Nie były to jednak splendor i bezgraniczna sława, a całkowite wsparcie recenzentów i rockowej publiczności, która w 1999 roku znalazła się w mniejszości przytłuczona popowym rozkwitem. Jednak nawet on nie powstrzymał kolejnego albumu – Bleed America – przed sukcesem na międzynarodowa skalę (i przy okazji platyną w Stanach i Kanadzie). Od tego momentu Jimmy zjada świat już tylko na największych scenach rozstawianych na tej planecie i utrzymuje się na falach wszelkich rockowych rozgłośni radiowych.

W 1996 roku na ciemna stronę mocy przeszedł, zdobywca stosu platyn za debiutancki pop-rockowy album, Weezer. Ich drugi krążek (Pinkerton) był totalnie obdarty ze słodkiej warstwy, kipiał surowością i ponurymi tekstami. Krytycy i fani nie pozostawili Riversie Cuomo i spółce suchej nitki, ale znalazła się całkowicie nowa publiczność, dla której dziesięć bolesnych piosenek nowego Weezer stało się głosem dekady. Dla zespołu było to jednak marne pocieszenie i na cztery lata zniknął z zasięgu wzroku i słuchu. Po powrocie byli już z powrotem wesołą popowo-gitarową kapelą, która z całą stanowczością odmawiała grania paskudne materiału z Pinkerton.

Mimo rzeszy fanów w podziemiu, emo wciąż rzadko przebijało się do dużych mediów. Wytwórnie bardzo chciało zarobić na wrażliwej młodzieży, ale większość kapel rozpadała się zanim zdążyli zrealizować kontrakty. W 1997 roku wytwórnia Deep Elm Records postanowiła pozbierać niepublikowane materiały zespołów przed/po kontraktach, bardziej i mniej znanych, a całość wydaje do dzisiaj pod szyldem The emo diaries (aktualnie ukazało się dwanaście części). Na pierwszym krążku serii znalazł się Jimmy Eat World i mnóstwo dzisiaj zapomnianych kapel, m.in. Camber, Samiam, Jejune czy Triple Fast Action. Przełom przyszedł latem 2002 roku (w Polsce znacznie później) wraz ze wspomnianym wydaniem Bleed American przez Jimmy Eat World, ale także dzięki nowemu projektowi, dzisiaj ściśle skojarzonego z emo, Dashboard Confessional.

Kapela z założenia była dodatkowym zajęciem Chrisa Carrabby, gitarzysty Further Seems Forever. Okazało się jednak, że drugi solowy album muzyka (The places You have come to fear the most) wspiął się na sam szczyt Top Heatseekers i zajął piąte miejsca na Top Indepdendent Albums w Stanach. Carrabba porzucił macierzystą formację i postanowił realizować się wyłącznie jako Dashboard Confessional. Co ciekawe, był to pierwszy projekt, który zaproszono do nagrania koncertu z cyklu MTV Unplugged, mimo że nie miał jeszcze na koncie platyny. W kolejnych latach popularność emo-bard potężnie wzrastała, kolejne krążki świetnie się sprzedawały, a utwór Vindicated trafił na ścieżkę dźwiękową do Spider-Man 2. Mimo że aktualnie emo ponownie jest w defensywie, Dashboard Confessional z powodzeniem radzą sobie także przy wsparciu typowo rockowej publiki.

W tym czasie emo stało się w końcu tym, czym dla większości odbiorców muzyki dzisiaj jest – czarnym cieniem do oczu i czarnym lakierem do paznokci, spodniami-rurkami, grzywkami, przede wszystkim modą, ale także samookaleczaniem się, depresją i przesadnym uwrażliwieniem. Telewizyjno-internetowymi gwiazdami, zapełniającymi największe hale, stały się m.in. My Chemical Romance, Fall Out Boy, Panic! At The Disco, Billy Talent czy 30 Seconds To Mars. Jak to kultura zachodu ma w zwyczaju, wszystko co odstaje od normy zostaje w końcu wchłonięte i staje się częścią standardu. Emo zaczynało jako odłam hardcore punka, a skończyło jako ledwie delikatny akcent w rocku i przede wszystkim sposób ubierania się i przeżywania. Andy Greenwald, autor książki Nothing Feels Good: Punk Rock, Teenagers, and Emo, uważa że emo to „ostatnia subkultura stworzona z winylu i papieru, zamiast plastiku i megabajtów”. Niestety plastik i megabajty mają nadzwyczajne zdolności do asymilowania, emo jako muzyka przestało istnieć.

Advertisements

About Jimmy Magnetar

ripping iron from your blood

Dyskusja

Brak komentarzy.

Let Me Hear You Scream

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Mój styczniowy hicior, nawet "Rimbaud Eyes" Dum Dum Girls nie wkręciło się bardziej niż ta prosta, lecz obdarzona niesamowitą atmosferą piosenka.

Na pełen ekran:

%d blogerów lubi to: