//
Read Between The Lies
Artykuły

Witch House: sezonowa moda czy nowy gatunek?

Jakiś czas temu opisywałem jedno z najmłodszych muzycznych zjawisk, które właściwie jeszcze nie jest gatunkiem, a jednak ma już swoje cechy charakterystyczne – Nintendocore. Jest jednak dużo młodszy tag i – jak zwykle w przypadku nowego słowa w muzycznej nomenklaturze – wzbudza dużo kontrowersji.

Witch house powstał na dwóch frontach: jako żart (podobnie jak nintendocore) i jako twór wykreowany przez media (podobnie jak krautrock). Jeżeli szukaliście informacji o „domu wiedźmy” to na pewno w pierwszej kolejności trafiliście na nazwisko Travis Egedy vel Pictureplane. To właśnie on jest żartownisiem, dumnie noszącym brzemię kreatora nowej chwytliwej frazy w hermetycznym świecie szufladek. W 2007 roku podjął próbę stworzenia ruchu nazwanego „creep”. Termin nie przyjął się, ale niezrażony fan gatunkowego słowotwórstwa nie poddał się – dwa lata później po raz pierwszy użył zwrotu „witch house”. „Muzyka jest i zawsze będzie magiczna, ponieważ przywołuje zmianę i przekształcenie w obrębie fizycznego wnętrza oraz strony zewnętrznej rzeczywistości” – według Egedy’ego to jest właśnie rdzeniem pomysłu, który pruderyjnie określa wygłupem.

Ciężko oprzeć się wrażeniu, że sprowadzanie terminu „witch house” do poziomu dowcipu jest formą asekuracji. Travis bagatelizuje własny wytwór, a jednocześnie doprawia mu ideologiczną stronę, a nawet poczuwa się w obowiązku do osądzania jaką muzykę jego fiszka może określać: „wkładanie mrocznych ubrań i ustawianie mnóstwa odwróconych krzyży obok nazwy projektu nie znaczy nic jeżeli służy wyłącznie wyglądaniu cool. »witch« w »witch house« to nie puste słowo”. Na szczęście żadna muzyka nie ma wyroczni, a poglądami Egedy’ego w największej mierze przejmuje się on sam.

Pod koniec 2010 roku Pictureplane opublikował w chorwackim magazynie Znaki trzynaście zasad stworzenia świetnej witch house’owej piosenki. Jest to kolejna forma przekonań ukrytych pod bezpieczną formą żartu, uśmiech na twarzy gwarantowany:

I Nie słuchaj żadnego witch house. Twórz ze swojej wewnętrznej wiedźmy;
II Jedz granaty. Dużo. Samodzielnie oddzielaj nasiona od reszty;
III Studiuj Your body Psychic TV, eseje T.A.Z., Czarnoksięstwo i Natychmiastowość Hakima Beya oraz Thee Splinter Test Genesis P.Orridge’a;
IV Pierdol. Dużo;
V Weź MDMA (ectasy) i idź do klubu ze striptizem;
VI Zawsze miej przy sobie onyks; trzymaj cytryn (odmiana kwarcu) w miejscu, gdzie tworzysz; podróżuj z kamieniem księżycowym; a komuś wyjątkowemu podaruj jadeit;
VII Natrzyj się olejkami, trzymaj się z dala od pestycydów i znajdź odcień szminki, który pasuje do twojej twarzy;
VIII Zrób graffiti;
IX Baw się, przestań wąchać róże i figlować na słonecznej łące;
X rzuć pracę
XI Słuchaj DJ Nate’a
XII Zrozum, że byłeś okłamywany przez całe życie a nic nie jest trwałe;
XIII Czuj.

Przy całym swoim żartobliwo-hipstersko-tajemniczo-pseudofilozoficznym wywodzie na temat własnego wytworu Travis ma coś czego brakuje równie przeintelektualizowanemu Hunterowi Hunt-Hendrixowi – dobrą muzykę. Bez niej Pictureplane nie dostałoby wysokich ocen za dwa ostatnie albumy na Pitchfork Media i nikt nigdy nie usłyszałby o witch house. Redaktorzy amerykańskiego portalu szybko podchwycili tag i zaczęli go powszechnie używać. Część mediów sprzeciwiała się twierdząc, że witch house to czysto marketingowy chwyt, nie mający odzwierciedlenia w jakichkolwiek niepowtarzalnych cechach, koniecznych do zaistnienia nowego gatunku. Jak już wspominałem w artykule o krautrocku, obecna technologia i ludzkie ograniczenia nie pozwalają na wytworzenie muzyki totalnie nowej. Witch house nie jest wyjątkiem, a jego unikalne brzmienie to oczywista mieszanka bardzo wielu innych gatunków: dubstepu, gimmick, darkwave, EBM, rocka gotyckiego, industrialu czy shoegaze. Idea Pictureplane została podchwycona przez kolejnych zapaleńców z nowymi inspiracjami oraz przez wytwórnie muzyczne, każdy chce formować świeżą materię, przez to rozmywając ją i pozostawiając tylko jedną wyraźną cechę – nastrój. Tutaj Egedy trafił w dziesiątkę – każdy jeden projekt brzmi jakby zamieszkiwał i tworzył w domu wiedźmy.

Jak to często w muzyce bywa, kto inny zasiał, a kto inny zbiera. W tej chwili najpopularniejszym projektem jest amerykańska kapela Salem (S4lem), która ma wszelkie cechy irytujących indie rockowych sezonowych gwiazdek (z opowieścią Johna Hollanda o pracy jako nastoletnia prostytutka na czele). Analogicznie bardzo chciałbym ich nie lubić, ale nie mam tyle samozaparcia żeby nie wracać do King night. Witch house ma wielu przeciwników, a Salem ma ich jeszcze więcej. Chris Weingarten o albumie nawiedzonego tria napisał: „Violently lazy hipster screwgaze poking and prodding and moaning and sorta-rapping. Completely fucking insulting”. Po stronie obrońców znalazł się natomiast m.in. Owen Pallett. Dziennikarze, którzy przymknęli oko na próby szokowania (zarówno w opowieściach o sobie, jak i bardzo agresywnych tekstach utworów) zgodnie przyznają, że projekt wypracował unikalne brzmienie na najwyższym poziomie. Wysokie oceny wystawiły m.in. Pitchfork, Allmusic i Fact.

Podczas gdy Salem eksploruje hip hopowe bity w zwolnionym tempie, na zachodnim wybrzeżu Stanów Chris Dexter Greenspan skłania się ku jeszcze mroczniejszym dźwiękom (chillwave, darkwave, synthpop, trip-hop) i nagrywa pod szyldem oOoOO (czyt. „oh”). Identycznie nazywa zarówno debiutancką EPkę, jak i pierwszy długogrający krążek, co znacznie utrudnia wyszukiwanie ich w internecie. Chris widzi to w sposób właściwy również ekipie z Michigan (z którą zresztą jest zaprzyjaźniony) – ma to gdzieś. Najchętniej nie nazywałby swojego projektu i wydawnictw w żaden sposób, ale pewne reguły są nie do obejścia. Jako artysta kreujący siebie na pozbawionego zainteresowania najbliższym otoczeniem, Chris nie czuje się powiązany z witch house czy jakimkolwiek innym gatunkiem. Trzeba przyznać, że poza dźwiękami niewiele ma wspólnego z wiedźmami. Nie korzysta z okultystycznych cytatów, nawiązań do spirytualizmu czy mistycznych symboli. Fascynuje się natomiast muzykom popową, nagrał remixy m.in. Lady Gagi i Lindsay Lohan.

Trzeci projekt, który odebrał tron Pictureplane to pochodzący z Nowego Jorku duet White Ring. Poza nazwiskami (Kendra Malia i Bryan Kurkimilis) wiadomo o nich jeszcze tylko tyle, że zaczęli działać w 2000 roku, ale na scenę pierwszy raz trafili dopiero osiem lat później. Moda na jak najmniejszą ilość prywatnych informacji (np. na portalach społecznościowych) ściśle wiąże się z wicth house, ale im większy sukces danego projektu tym wnikliwsza jest lustracja mediów. Balam Acab chciał pozostać postaciom totalnie anonimową, ale kiedy jego utwór See birds trafił do reklamy L’Oréal (w której na dodatek występowała Beyoncé) cały misterny plan trafił szlag. Wiadomo, że nazywa się Alec Koone, pochodzi z Pensylwanii i ma dwadzieścia lat. Pod kapturem nawiedzonej muzyki nie skrywa kufy dobermana, a chłopięcą poczciwą twarz. Z ludzką ciekawością nie da się wygrać, niestety muzykę czasem lepiej doświadczać w zagadkowej aurze (obdarty z niej Slipknot także stracił na atrakcyjności). Popularność Balam Acab to nie przypadek, udało mu się odnaleźć własny sposób uprawiania wiedźmowej muzyki. Zrezygnował z przerażenia, na rzecz melancholii, a przemoc zastąpił nostalgią. Jego „wewnętrzna wiedźma” śpiewa pieśni żałobne i nie próbuje zjeść twoich dzieci. Podobnym tropem poszła Zola Jesus, ale im dalej w tym kierunku tym mniej kojarzy się to z ponurymi klimatami low-fi/hip hopu.

Ostatnia postać, którą pokrótce przedstawię ma aż trzy pisownie swojego pseudonimu: Ritualz, rrritualzzz i oczywiście zapis symboliczny – †‡†. Wiadomo, że pochodzi z Meksyku, co znacznie ułatwia mu zachowanie anonimowości. Od innych projektów odróżniają go masywne (niemal dubstepowe) basy, wyraźne inspiracje black metalem i zdecydowany odskok od zrównoważonej ciszy i hałasu, na rzecz tego drugiego. Kawałki takie jak Baba Vanga, spokojnie mogłyby znaleźć się w setliście wielu projektów sceny dark independent. Zapytany o powód coraz rzadszego używania „†‡†” producent odpowiada: „durne projekty witch house’owe używające symboli jako nazw. Nie chcę być z nimi utożsamiany”. Poza Salem i Pictureplane obecnie większość projektów otagowanych jako witch house odcina się od nazwy Egedy’ego. Wynika to z jednej strony z właściwego dla dużej części artystów podkreślania indywidualności własnych wytworów, z drugiej z odcinania się od grupy młodocianych pseudo-producentów ukrytych za szeregiem trójkątów i krzyży.

Jako ciekawostkę dodam, że w sierpniu 2011 roku debiutancką EPkę wydał projekt ††† (Crosses), który tworzą: Scott Chuck, Shaun Lopez (gitarzysta Far) i Chino Moreno (gardłowy w wiadomym zespole). Obecność gitar i rockowego wokalu dorzuca nową świeżość do stylistyki drag (inne określenie witch house). Ponadto w kawałku This is a trick gościnną partię basu nagrał Duff McKagan (kiedyś „gunsi”, teraz Velvet Revolver i Loaded). Projekt występował na wielu dużych festiwalach, a numer The years umieścił na soundtracku do gry Batman: Arkham City. W ten oto sposób witch house przeniknął do mainstreamu, zakładają że taki gatunek w ogóle istnieje…

Nie pokuszę się o wróżenie (chociaż w witch house’owym światku byłoby to pewnie wskazane) czy trend przetrwa czy minie wraz z tym lub następnym sezonem. Mogę jedynie napisać, że kupuję solidną elektronikę bez względu na jej domniemany lub faktyczny gatunek, w dodatku biorę także cały worek krzyży, szlachetnych kamieni i okultystycznych ksiąg. Wrzucam je do piwnicy wraz z podobnym oprzyrządowaniem metalowych kapel, kartonem D.I.Y. wszystkiego wege-hardcore’owców, podartymi jeansami, ćwiekami, deskorolkami i wszystkimi innymi okołomuzycznymi elementami, które są jedynie dodatkiem, nie wpływającym na ocenę tego co dobiega z głośników. Liczę, że wszystkie opisywane tu projekty przetrwają, a w podobnej stylistyce powstaną także kolejne rewelacyjne albumy. Jaką będą opatrzone fiszką? Ostatecznie pokaże czas.

Reklamy

About Jimmy Magnetar

ripping iron from your blood

Dyskusja

Brak komentarzy.

Let Me Hear You Scream

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Mój styczniowy hicior, nawet "Rimbaud Eyes" Dum Dum Girls nie wkręciło się bardziej niż ta prosta, lecz obdarzona niesamowitą atmosferą piosenka.

Na pełen ekran:

%d blogerów lubi to: