//
Read Between The Lies
Artykuły

OOIOO: eksperymentalność absolutna

Zdarzyło się wam kiedyś czytać wywiad z zespołem, który był przekonany, że jego muzyka wymyka się wszelkim konwencją i szufladką, a po przesłuchaniu płyty z czystym sumieniem moglibyście ich wrzucić do worka z napisem rock/hip-hop/elektronika/metal? Są jednak projekty, których wyjątkowość nie polega na przesypaniu zawartości dwóch-trzech szuflad do jednej wielkiej, ale na oszlifowaniu kawałków drewna, zbiciu ich gwoździami i nasypaniu bezprecedensowych dźwięków. Takim projektem jest OOIOO.

Jeżeli nie słyszeliście wcześniej o tym japońskim zespole to na pewno pierwsze pytanie jakie się wam nasuwa to „jak to się czyta?”. Poprawna wymowa to „oł oł aj oł oł”, czyli litera po literze z angielskiego. Nazwa sama w sobie oczywiście nic nie znaczy.

Centralną postacią kapeli jest Yoshimi P-We, znana przede wszystkim jako perkusistka (chociaż gra także na gitarze, klawiszach i trąbce) i okazjonalnie wokalistka jednej z najbardziej uznanych na naszym globie japońskich kapel eksperymentalnych – Boredoms. Zaraz po liderze i głównym wokaliście – Yamantaka Eye – brało udział w największej ilości nagrań i koncertów projektu. Pozostałe członkinie OOIOO nie są znane z innych projektów, poza kilkoma zdjęciami i ich imionami (aktualnie Kayan – gitara, Aya – bas, Ai – perksuja) niewiele o nich wiadomo.

Grupa zawiązała działalność w 1997 roku i od razy wydała debiutancki album ∞8∞ (czyt. eight), w Stanach i Europie znany jako OOIOO. Znalazło się tam dwanaście utworów w wielu momentach bardzo przypominających pomysły Boredoms. Yoshimi twierdziła jednak, że kawałki jej macierzystego zespołu są dobrze zaplanowane nawet w małych zespołach, a działalność OOIOO opiera się na czystej improwizacji. Sporo tutaj punkowych brzmień, których już nie ma na kolejnych krążkach. Są także trzej goście: Julie Cafritz (wokalistka Pussy Galore), Keigo Oyamada (Cornelius) i Yamantaka Eye. Recenzenci materiału na ogół stawiali średnia ocenę, traktując wydawnictwo jako ciekawostkę dla fanów Boredoms.

Feather Float, drugi album pań z Japonii, jest pozbawiony punkowej surowości, a jego brzmienie jest… ładne. Wiem, że to najgorsze słowo jakiego można użyć w recenzji, ale ten krążek naprawdę ładnie brzmi. Nie cukierkowo-ładnie, ale przejrzyście (mimo dużego stopnia eksperymentalności) i nieinwazyjnie. Idealna płyta do wszelkich czynności domowych albo prowadzenia samochodu (chyba, że się śpieszycie).
Na Pitchforku Feather Float dostał dziewiątkę, bardzo wysoka ocena, ale ponownie uzasadniona pozamuzycznymi przesłankami. Niestety wygląda to tak jakby OOIOO nie traktowano jako pełnoprawny projekt muzyczny, ale jakiś dziwny projekt kawaii japonek, któremu z sympatii do tych malutkich ludzi warto wystawić wysoką ocenę. Taka dziewiątka jest dyskredytująca i tak naprawdę sugeruję, że zespołu nie warto oceniać pod czysto muzycznym kontem.

Trzeci album (Gold & Green) ukazał się w 2000 roku, od tego materiału zaczęła się moja przygoda z Yoshimi i spółką, do dzisiaj uważam ten materiał za ich najdoskonalsze dzieło i za jedną z najlepszych płyt w moim życiu. Nie ma tutaj już najdrobniejszych monad rockowych inspiracji, w ogóle gitary bardzo rzadko „odzywają się”. Ponownie pojawia się kilku ciekawych gości: Seiichi Yamamoto (Bordeoms) oraz Sean Lennon i Yuka Honda (wówczas występujący w Cibo Matto). Proporcje instrumentalne na Gold & Green są zdecydowanie odwrócone w stosunku do dwóch pierwszych krążków. Jest tu zdecydowanie więcej elektroniki, fletów, trąbek, bębnów (nie mylić z perkusją) i dźwięków generowanych przez mało znane instrumenty z całego globu.
Europejskie i amerykańskie wydania trzeciego albumu OOIOO mocno przesunęły się w czasie (aż o 5 lat), przez co wiele mediów (w tym choćby Potchfork) w ogóle go nie recenzowało.

Kila Kila Kila ukazało się w Japonii trzy lata po Gold & Green, poza Azją rok przed. To całe zamieszanie najwyraźniej zakrzywiło obraz całego projektu w głowie Nicka Reynoldsa (recenzenta BBC), który napisał, że OOIOO to projekt ex-członków Boredoms… Dalej wysnuł marną wizję japońskiego ogrodu, wiatru, kobiecego głosu, bla bla bla. Kolejna recenzja typu „dziesiątka za bycie z Japonii”. Z takiego sposobu oceny kapeli otrząsnął się Pitchfork wystawiając ocenę 5.8, uargumentowaną niezadowoleniem z odejścia od rockowej muzyki na rzecz niezrozumiałych improwizacji. Niestety – przy całym szacunku i sympatii dla „kamertona” – nie udało się im łyknąć twórczości OOIOO. Najlepszą recenzję Kila Kila Kila znajdziecie na Allmusic, Heather Phares słusznie zauważa, że japonki zrezygnowały z rzadko spotykanego instrumentarium, na rzecz tradycyjnego oprzyrządowania. Jednak gitara, bas i perkusja nie służą im do tworzenia okołorockowej muzyki, ale mocno jazzującej.

Kolejne wydawnictwo (Taiga) ukazało się wszędzie w tym samym (2006) roku. Nadal dominującym smakiem jest jazz, ale już z mocna domieszką brzmienia znanego z Gold & Green i wyraźnym afrykańskim akcentem. Jest to najwyżej oceniony album OOIOO przez Allmusic (cztery i pół gwiazdki na pięć), opatrzony także hasłem, które każda grupa w którymś momencie kariery dostaje – „dojrzały”. Również czwóreczkę wystawił Pitchfork (tyle, że w dziesięciostopniowej skali). Na szczęście ocenianie na podstawie geograficznych sympatii definitywnie skończyło się, niestety materiał został odebrany jako trudno i przekombinowany. Faktycznie gdyby zagłębić się w struktury utworów OOIOO można by później odnaleźć w sobie nagłą chęć do poczytania opisów przyrody z Nad Niemnem. Ja mam jednak inny sposób na słuchanie płyt Yoshimi i pozostałych dziewczyn – słucham je jakby były prostymi popowymi kawałkami. Zachowuje świadomość ich laboratoryjnego charakteru, ale lubię przy nich np. czytać albo relaksować się. Mniej więcej jakbym oglądał Matrixa tylko dla scen walki, a nie filozoficznej refleksji.

Jak dotąd ostatni album (Armonico Hewa) czterech Japonek ukazał się w 2009 roku i w końcu przypasował recenzentom Pitchforka. Dlaczego tak się stało? Pewnie dlatego, że jest powrotem do brudnego rockowego brzmienia. Analogicznie Allmusic nie ekscytowało się tym wydawnictwem tak jak poprzednimi. Szkoda, że szósty krążek OOIOO nie ukazał się między Feather Float a Gold & Green, byłoby to perfekcyjne ogniwo spajające eksperymentalno-rockowe oblicze kapeli z tym eksperymentalno-nieobliczalnym. Nie patrząc na to wydawnictwo przez pryzmat trzech wcześniejszych, na pewno darzyłby je znacznie większą sympatią. Jest to jednak delikatna oznaka regresji, którą – mam nadzieję – zatrze kolejny album.

O prywatnym życiu dziewczyn z OOIOO niewiele wiadomo, swoich wydawnictw nie zapowiadają z długoterminowym wyprzedzeniem (to w końcu nie nowy krążek Kings of Leon, na który czeka kilka milionów fanów). Aktualnie zespół koncertuje w Japonii, a ja – wielokrotnie wsłuchując się w ich albumy redagując ten serwis – cały czas liczę na debiutancki występ nad Wisłą.

Reklamy

About Jimmy Magnetar

ripping iron from your blood

Dyskusja

Brak komentarzy.

Let Me Hear You Scream

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Mój styczniowy hicior, nawet "Rimbaud Eyes" Dum Dum Girls nie wkręciło się bardziej niż ta prosta, lecz obdarzona niesamowitą atmosferą piosenka.

Na pełen ekran:

%d blogerów lubi to: