//
Read Between The Lies
Felietony

Śmierć jak kromka chleba, czyli nie każdy jest Jacksonem

Nagła i tragiczna śmierć wydaje się być gwarantem wiecznej sławy i skoku sprzedaży płyt. Tak było z Hendrixem, Lennonem, Mercurym, Jacksonem i wieloma innymi, o których każdy z was słyszał. Jeszcze lepiej kiedy wokół zgonu gwiazdy można budować teorie spiskowe, jak w przypadkach np. Morrisona czy Cobaina. Wypadki, samobójstwa, przedawkowywanie – czy to rzeczywiście najczęstsze przyczyny przedwczesnej śmierci muzyków? Czy każda staje się medialnym przebojem?

Pewnie każdy artysta, gdyby mógł wybrać, wolałby zginąć w jakiś spektakularny lub tajemniczy sposób. Znacznie zwiększa to szanse na wieczne zapamiętanie, a już na pewno na to, że znajdzie się ktoś taki jak autor tego serwisu i dotrze do „dziwnie zmarłych”. W życiu jednak niewiele układa się po naszej myśli, nawet śmierć.

Głupia śmierć

Jedną z pierwszych nietypowych śmierci w historii nowożytnej muzyki jest sprawa Johnny‚ego Ace‚a – wokalisty R&B. 25 grudnia 1954 roku Ace miał przerwę po występie i wpadł (wg zeznań jego zespołu nie po raz pierwszy) na pomysł zagrania w rosyjską ruletkę. Jak nie trudno się domyśleć nie miał szczęścia do hazardu.
Tak brzmi najpopularniejsza wersja tej historii, ale przez pięćdziesiąt lat doczekała się wielu innych. Basista Curtis Tillman twierdził, że pijany Johnny chciał udowodnić, że pistolet nie jest nabity… niestety był. Z kolei Big Mama Thornton (która występowała tego samego wieczoru) wspominała Ace’a celującego w swoją dziewczynę i jeszcze jedna kobietę, a ostatecznie strzelającego we własna głowę.
Ta bezsensowna śmierć obnażyła mechanizm „nagłego fana” znany do dzisiaj – po śmiertelny singiel Pledging my love podbił listy przebojów.

Bardzo podobny był zgon gitarzysty i jednego z założycieli rockowego Chicago – Terry‚ego Katha. Historia zaczyna się klasycznie – uzależnienie od alkoholu i dragów z domieszką depresji. Na początku 1978 roku wpadł na jedną z wielu imprez u technicznego grupy, zabrał ze sobą także rewolwer. Przykładał lufę do skroni i pociągał za spust, śmiejąc się, że broń nie jest nabita. Zabawa szybko znudziła się zarówno Kathowi, jak i zebranym gościom, ale udało się znaleźć jest kontynuację – nowy pistolet. Terry wysypał wszystkie naboje i strzelił sobie w głowę, nie przewidział, że jeden z pocisków był już w lufie.

Używki zaprowadziły na dno (dosłownie) także perkusistę i współzałożyciela „amerykańskiej odpowiedzi na The Beatles” – The Beach Boys. Dennis Wilson, w grudniu 1983 roku, postanowił odzyskać rzeczy, które trzy lata wcześniej wrzucił do wody nieopodal osady Marina del Rey (Los Angeles). Oczywiście nie mógł być to pomysł trzeźwego człowieka i nie mógł skończyć się inaczej niż śmiercią.

W metalowym światku kultowe są historie o śmierci muzyków pionierów black metalu – Mayhem. W 1991 roku zabił się zaledwie dwudziestodwuletni wokalista Per „Dead” Ohlin, dwa lata później zamordowany został dwudziestopięcioletni gitarzysta Øystein „Euronymous” Aarseth.
Muzycy przyjaźnili się i mieszkali razem w niewielkiej chatce w lesie. Varg Vikernes (lider Burzum) sprezentował im kilka pocisków do strzelby, którą udało im się zdobyć parę miesięcy wcześniej. Na początku kwietnia Dead został na dłużej sam, postanowił wówczas wypełnić swoje wieloletnie marzenie o samobójstwie. Podciął nadgarstki, poderżnął gardło i strzelił sobie w głowę. Zostawił sławny „list” pożegnalny o treści: „Excuse all the blood”. Ciało odkrył jego współlokator i zrobił to, co zrobiłby każdy prawdziwy blackmetalowiec – przearanżował kilka przedmiotów i chwycił za aparat. Wykonane zdjęcie stało się okładką (najbardziej kontrowersyjna w historii muzyki) koncertowego bootlegu Dawn of the black heaets.
Pośrednio odpowiedzialny za śmierć Ohlina Vikernes, był już całkowicie powodem zejścia Euronymousa. Zgodnie z wersją lidera Burzum, Aarseth szantażował go (a nawet torturował) i zamierzał zabić w razie nie podpisania kontraktu płytowego. Varg postanowił w końcu podpisać kontrakt, ale w momencie wręczania go został zaatakowany co spowodowało nieszczęśliwe ugodzenie nożem. Według ustaleń policji Euronymous otrzymał szesnaście ciosów w plecy, pięć w kark i dwa w głowę. Oskarżony otrzymał najwyższą możliwą karę w Norwegii – dwadzieścia jeden lat więzienia. Wyszedł jednak już w 2009 roku i jest nadzorowany przez kuratora.

Morderstwo

Historia muzyki zna spektakularne morderstwa, które poruszyły milionami na całym globie (choćby Lennon), ale też takie, które były sensacją jednego dnia. Do tych drugich zaliczają się m.in. zabójstwo perkusisty Booker T. & the MGs – Ala Jacksona – którego zastrzelili włamywacze, śmierć od pistoletu wymierzonego przez własną żonę (Felix Pappalardi z rockowego Mountain) czy morderstwo jednej z największych gwiazd R&B – Marvin Gaye – któremu życie odebrał własny ojciec po rodzinnej kłótni.

1987 rok był wyjątkowo pechowym dla muzyków The Wailers. W kwietniu, perkusista Carlton Barrett, przechadzał się po swoim ogrodzie, gdy od tyłu zaszedł go mężczyzna i oddał dwa strzały w jego głowę. O morderstwo oskarżono żonę Barretta i jej kochanka, jednak już po roku wrócili na wolność.
We wrześniu Peter Tosh został napadnięty przez trzyosobowy gang. Pechowo dla napastników tego samego dnia odbywało się przyjęcie po powrocie Petera z obczyzny. Nie zmieniło to jednak żądań trójki, którym muzyk cały czas tłumaczył, że nie ma żadnych pieniędzy w domu. Goście przybywali, a cierpliwość agresorów dochodziła do granicy. W końcu jeden z nich przyłożył lufę do skroni gitarzysty i oddał strzał. Obydwa wydarzenia miały miejsce w Kingston, stolicy Jamajki.

Jeden z najwybitniejszych basistów w historii jazzu – Jaco Pastorius (muzyk Weather Report) – został zabity także w sierpniu 1987 roku. Po wyrzuceniu z koncertu Carlosa Santany (za próbę wejścia na scenę), muzyk udał się do pobliskiego klubu. Bramkarz odmówił mu wstępu, na co Jaco zareagował kopaniem w oszkloną szybę głównego wejścia. W rezultacie został brutalnie pobity i zapadł w śpiączkę. Po dziesięciu dniach doznał wylewu i zmarł we śnie.

Nieszczęśliwy wypadek

Czytając o takich wypadkach najczęściej pierwsza myśl w mojej głowie brzmi – „przez taką bzdurę…”. Niestety wypadki chodzą po wszystkich ludziach, nawet tych z gitarami. Przekonał się o tym Clarence White (z m.in. The Byrds), który pakując swój sprzęt po koncercie został potrącony przez pijanego kierowcę. Wyjątkowego pecha mieli John Rostill (The Shadows) i Keith Relf (The Yardbirds), których zabiły ich własne instrumenty, a właściwie prąd przez nie przepływający. Sławna Nico (współpracująca pod koniec lat 60. z The Velvet Underground) zmarła w znacznie mniej tajemniczy i spektakularny sposób niż jej kolega – Jim Morrison. Podczas jazdy na rowerze doznała niewielkiego ataku serca, który spowodował jej upadek. W szpitalu błędnie zdiagnozowano udar, sekcja zwłok wykazała krwotok śródmózgowy. W innych nieszczęśliwych wypadkach zmarli m.in. Sonny Bono (podczas jazdy na nartach), Nathan Maddox z Gang Gang Dance (oglądał burzę z dachu swojego mieszkania, a jeden z piorunów uderzył prosto w niego) czy Buddy Holly i Ritchie Valens (zmarli podczas pierwszej rock’n’rollowej tragedii, znanej w historii jako The day the music died).

Choroba

Najbardziej przyziemny z wszystkich możliwych powodów śmierci, niestety tytani scen nie są na niego odporni. Jednym z pierwszych członków przeklętego klubu 27 był oryginalny basista The Stooges – Dave Alexander, który zmarł z powodu obrzęku płuc. Infekcja nerki była natomiast przyczyną śmierci Carla Radle, który zagrał na perkusji i gitarze basowej na legendarnym krążku Layla and other assorted love songs Derek and the Dominos. Bezlitosne dla artystów były plagi świata współczesnego: rak (m.in. Bob Marley, Frank Zappa, George Harrison) i AIDS (Klaus Nomi, Ricky Wilson z The B’52s, Freddy Mercury). Pierwszą (i jedną z nielicznych) ofiarę w świecie muzyki zabrała, wówczas zupełnie nowa choroba, anoreksja. Była nią połowa duetu Carpenters – Karen Carpenter.

Tajemnicza śmierć

Często najbliżsi zmarłych artystów oraz ich fani nie mogą pogodzić się ze „zwykłą” śmiercią ich ulubieńców. Powstają wówczas przeróżne teorie negujące oficjalne przyczyny zgonu. Wiele z nich ma ogromne grono zwolenników (chociażby w wypadku Kurta Cobaina czy Elvisa), a mimo często fanatycznego podejścia nie można bagatelizować tych alternatywnych wersji zdarzeń.

Jedną z najwcześniejszych zagadek jest śmierć Bobby‚ego Fullera z 1966 roku. Muzyka znaleziono w samochodzie zaparkowanym przed jego domem. Oficjalnie stwierdzono samobójstwo, ale pojawiły się dwie inne opinie. Jim Reese (muzyk Fullera) był przekonany, że sprawa jest w jakiś sposób powiązana z Charlesem Mansonem. Z kolei druga opinia stawiała na zorganizowaną akcję policji, która rzekomo wiedziała o związku Bobby’ego z kobietą ze światka mafijnego.

Dwa lata później kolejna śmierć zawładnęła fantazją fanów. Rock’n’rollowy wokalista Little Willie John znany był ze swojego temperamentu i słabości do alkoholu. Po koncercie w Seattle w 1966 zadźgał jednego z widzów. Dwa lata później zmarł w więzieniu na atak serca. Są jednak tacy, którzy przekonani są, że Willie padł ofiarą zemsty.

Najbardziej tajemniczą śmiercią w Japonii jest odejście jej najpopularniejszego muzyka – Hideto Matsumoto, znanego jako hide. Oficjalnie muzyk powiesił się na ręczniku po jednym z koncertów. Wg innego muzyka X-Japan, Taijiego (który z kolei popełnił samobójstwo w tym roku), obaj często cierpieli na ból pleców od noszenia gitar. Wymyślili więc sposób, który zakładał m.in. użycia ręcznika. Niestety w wypadku hide doszedł do tego alkohol i skończyło się tragedią. Inna teoria dotyczy ćwiczeń przed imitowanym samobójstwem, które muzyk miał wykonywać na scenie.
Skalę śmierci hide można przyrównać do tego co działo się po zgonie Cobaina. W obydwu przypadkach fani okaleczali się lub zabijali, wychodzili na ulicę i zebrani w ogromne rzesze wspólnie rozpaczali.

Nieszczęścia chodzą trójkami

Najbardziej pechowym zespołem do jakiego udało mi się dotrzeć jest japoński The Piass, którego trzech z czterech muzyków zginęło w dziwnych okolicznościach. 25 października 1995 roku kapela kręciła teledysk promujący wydanie debiutanckiego długogrającego krążka. To co się wydarzyło w trakcie zdjęć ma dwie wersje: romantyczną i pozytywistyczną (obydwie hipotetyczne, prawda nigdy nie została ujawniona). Zgodnie z pierwszą muzycy Chihiro i Hiroshi zawarli pakt i przytuleni rzucili się z dwudziestometrowego mostu. Według zwolenników drugiej teorii muzycy byli związani i mieli wykonać kaskaderski numer na potrzeby klipu, nikt jednak nie zadbał o należyte bezpieczeństwo i doszło do tragedii.
Równie niewiele wiadomo o śmierci kolejnego muzyka The Piass – Yoshiro. Był to rok 1997 i jedyna pewna rzecz to samobójstwo. Wielu fanów (tych romantycznych) wieży, że to dalsza część paktu… Jedyny ocalały muzyk (Takayuki) odnowił zespół dokładnie trzy lata po pierwszej tragedii, zaskakujące, że znaleźli się chętni do występowania w tak pechowym projekcie.

Na koniec zachęcam do wykazania się otwartością muzyczną i przesłuchania tej, bardzo na temat, piosenki Budku Suflera (na zdjęciu Krzysztof Cugowski, ale partie wokalne wykonał Felicjan Andrzejczak):

Advertisements

About Jimmy Magnetar

ripping iron from your blood

Dyskusja

Brak komentarzy.

Let Me Hear You Scream

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Mój styczniowy hicior, nawet "Rimbaud Eyes" Dum Dum Girls nie wkręciło się bardziej niż ta prosta, lecz obdarzona niesamowitą atmosferą piosenka.

Na pełen ekran:

%d blogerów lubi to: