//
Read Between The Lies
Recenzje

Tom Waits „Bad as Me”


Tom Waits
Bad as Me
ANTI-, 2011

Ostatnia dekada była wyjątkowo sprzyjająca starym wyjadaczom jak Johnny Cash czy Tom Jones, jaka jest dla Toma Waitsa, który wprawdzie od siedmiu lat nie wydał krążka z autorskim materiałem, ale przyzwyczaił słuchaczy do albumów totalnych i bezbłędnych? Na szczęście równie łaskawa.

Bad as me utrzymane jest w typowej dla Waitsa knajpianej atmosferze, papierosowy dym zdaje się unosić nad głośnikami, a whiskey powinna być dołączana do każdego egzemplarza albumu. Nawet dla kogoś kto nie zna angielskiego musi być jasne, że ten stary kundel wyśpiewuje swoim starczym głosem wszelkie podłości życia. Tym razem są to głównie miłosne podłości.

Jak zawsze Waitsowi towarzyszą najlepsi, tym razem słychać m.in.: Flea (Red Hot Chili Peppers), Keitha Richardsa (The Rolling Stones), Davida Hidalgo (Los Lobos) i Les Claypool (Primus). Każdy z nich zostawił na albumie coś od siebie dodając mu swobody w ramach przyjętej lata temu konwencji. Dla przykładu, riff Richards z Satisfied (w którym gra także Claypool) przypomina hit T.Rex Get it on, ale mimo to nie ma mowy o rock’n’rollu – raczej o przechyleniu kilku kieliszków za dużo (Last leaf to już natomiast przechylenie kilku butelek za dużo).

Pijackie skojarzenia uruchamiają się bezwładnie, ale niech nie skłoni to was do pobłażliwej oceny Bad as me. W gronie samych wybitnych krążków Waits dałbym nowemu materiałowi trzecie miejsce, zaraz za Mule Variations i Rain Dogs. W wielu recenzjach punktuję muzyków za rozwój i eksperymentowanie, ale w wypadku Toma najwyżej cenię sobie przewidywalność. Jeżeli wiecie jak brzmi Waits i nie chcecie słyszeć go w dubstepowych remixach to bierzcie ten krążek w ciemno. Jeżeli natomiast nie słyszeliście nigdy wcześniej Toma, to swoją przygodę z nim możecie równie dobrze zacząć od Bad as me.

Od ukazania się Closing time, pierwszej płyty Waitsa, minęło już trzydzieści osiem lat [sic!]. Jak to możliwe, że przez cztery dekady nigdy nie powinęła mu się noga? Jestem skłonny twierdzić, że odpowiedź tkwi w kultowym namaszczeniu Toma. To jeden z tych nielicznych artystów, którzy nie są w stanie nagrać słabego materiału. Zawiera w sobie monadę perfekcyjności odpowiedzialną za muzyczną nieomylność.

Reklamy

About Jimmy Magnetar

ripping iron from your blood

Dyskusja

Brak komentarzy.

Let Me Hear You Scream

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Mój styczniowy hicior, nawet "Rimbaud Eyes" Dum Dum Girls nie wkręciło się bardziej niż ta prosta, lecz obdarzona niesamowitą atmosferą piosenka.

Na pełen ekran:

%d blogerów lubi to: