//
Read Between The Lies
Recenzje

White Hills „H-p1”


White Hills
H-p1
Thrill Jockey, 2011

Pochodzące z Nowego Jorku psychodeliczne trio White Hills, związał się w zeszłym roku z jedną z najważniejszych amerykańskich wytwórni – Thrill Jockey (dom m.in. Tortoise, David Byrne’a, Barn Owl czy High Places). W zamian za obdarzenie zaufaniem kapela zrewanżowała się wydawnictwami średnio co 3,42 miesiąca. Wszystkie świetne, a już recenzowane tutaj H-p1 powalające.

Co ciekawe, w asortymencie White Hills znajdują się także kasety (sic!), a co jeszcze ciekawsze wszystkie egzemplarze są już wyprzedane. Czyżby renesans analogów ustępował powrotowi magnetofonów? Oby nie, ale pewnie branża ołówkowa już zaciera ręce.

Z samej zawartości albumu nie wynika bezpośrednio jego buntowniczy przekaz, dopiero wywiady zdradzają, że Hp-1 to wyraz sprzeciwy wobec konsumpcyjnego społeczeństwa, bla bla, na szczęście w warstwie muzycznej odtwórczość jest na minimalnym poziomie. The condition of nothing mniej więcej do połowy udaje typowo stonerowy kawałek, ale od solówki Dave’a W. staje się jasne, że na H-p1 będzie działo się dużo więcej niż typowo pustynne łojenie. Utwory są tutaj tak długie (cały album ma ponad siedemdziesiąt minut), że kolejne Movement (niespełna trzy minuty) można potraktować jak instrumentalny przerywnik. Dalej, do głośników powoli wkracza No other way. Jest ślamazarnie, ale nie aż tak ciężko jak w ledwie przesuwającym swoje gąsienice doomowym czołgu. Bas i perkusja wprowadzają w psychodeliczny trans, aż robi się kwaśno na podniebieniu. Dave w tym czasie odprawia swoje czary zarówno przy użyciu gitary, jak i syntezatora. Elektronicznych dźwięków jest bardzo dużo na całym albumie, a oprócz Dave odpowiadają za nie także basistka Ego Sensation oraz witch house’owa artystka Shazzula Nebula (§ђ∆ZzV⇂∆).

Z osłupienia wybija kolejny długodystansowiec – Paradise (obydwa utwory maja w sumie ponad dwadzieścia trzy minuty). White Hills zostawiają w tym kawałku Ziemię daleko w tyle i zamieniają metalowe struny na kosmiczne. Idealny motyw do ostatecznej pozaziemskiej batalii Pana Kleksa (traktujcie to jako komplement, Pan Kleks > Chuck Norris). Kiedy grawitacja ściąga kapelę z powrotem na Brooklyn zostajemy zaatakowani wściekłym stonerowym riffem i jeszcze bardziej wkurzoną solówką (Upon arrival). Przesterowany głos Dave nieco przypomina Lenny’ego Kravitza, który prawdopodobnie nieźle sprawdziłby się w podobnym repertuarze.

Kapela nie chce jednak żebyśmy wciągnęli się w jedno z ich oblicz, zaraz po najszybszym numerze na płycie wyciszają się do minimum i serwują całkowicie oparte na syntezatorach A need to know i Hand in hand oraz wzbogacone o bębny Monument. Szesnaście minut całkowitej improwizacji, które już w połowie robią się trochę uciążliwe. Skompilowanie tych trzech kawałków w jeden cztero/pięciominutowy byłoby lepszym rozwiązaniem, bo kiedy wybrzmiewają pierwsze dźwięki blue-rockowego utworu tytułowego można odnieść wrażenie, że laser odtwarzacza smaga już zupełnie inny krążek. Mimo wszystko opłaca się dotrwać do końca bo Hp-1 to utwór wybitny. Dave brzmi tutaj niemal jak Danzig, a o fragment jego niekończącej się solówki walczyły nie jeden gitarzysta. Całość ma aż siedemnaście minut, ale ani jedna z nich nie jest nudna.

Mimo ściśle eksperymentalnego charakteru nagrań White Hills, kłamstwem byłoby stwierdzenie, że otwierają nowy rozdział w muzyce. Przemierzają drogę, którą podążało już wiele innych kapel, ale potrafią znaleźć na niej punkty obserwacyjne, których jeszcze nie znałem. Daję maksymalną ocenę, za pomysł (i wykonanie) na już ugruntowany gatunek. Nie zawsze trzeba nagrywać Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band, równie dobrze słucha się Yellow submarine.

Advertisements

About Jimmy Magnetar

ripping iron from your blood

Dyskusja

Brak komentarzy.

Let Me Hear You Scream

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Mój styczniowy hicior, nawet "Rimbaud Eyes" Dum Dum Girls nie wkręciło się bardziej niż ta prosta, lecz obdarzona niesamowitą atmosferą piosenka.

Na pełen ekran:

%d blogerów lubi to: