//
Read Between The Lies
Recenzje

Komor Kommando „Oil, Steel & Rhythm”


Komor Kommando
Oil, Steel & Rhythm
Alfa Matrix, 2011

Pisałem to wiele razy i napiszę jeszcze raz – Alfa Matrix ma rękę do ciekawych projektów. Wprawdzie Komor Kommando nie jest absolutnym debiutem, ale mimo wszystko belgijskiej wytwórni należą się kolejne w tym roku brawa za dobór zawartości swojego katalogu.

Sebastian Komor to jedna z moich ulubionych postaci w świecie dark independent. Po pierwsze jest „nasz” (czyt. pochodzi z Polski). W rodzimym Zabrzu spędził zaledwie pięć lat, ale w papierach wszystko się zgadza. Po drugie Icon of Coil i po trzecie Zombie Girl. Komor jest jednym z najaktywniejszych muzyków elektronicznej strony dark independent, poza wymienionymi projektami udzielał się w (lub nagrywał jako) Monofader, Bruderschaft czy Squarehead. Pod aktualnym szyldem działa od 2009 roku (wydawał wówczas EPkę Das) a Oil, steel & rhythm to jego pierwszy długogrający krążek.

Idea przyświecająca powstaniu Komor Kommando była prosta i klarowna: stworzenie klubowej muzyki, która spowodowałaby absolutne szaleństwo tańczących. Słyszeliśmy to setki razy, prawda? Tym razem nie jest ot jednak ściema. Najlepszym dowodem na to jest pierwsza ścieżka z albumu – Rhythm machine. Nazwa kawałka stanowi jego esencję, maszyny Komora stworzyły zabójczy rytm, któremu nie oprze się nikt, byłoby to sprzeczne z prawami fizyki. Nie jest to jednak zwierzęce uderzenie pokroju Hocico czy Grendel, a mocny bit z bardzo oldschoolowymi samplami. Przełamanie w połowie Rhythm machine kojarzy się wręcz ze Scooterem, ale chwilę później dostajemy to co muzyk obiecywał – szaleństwo.

Na początku The factory incident wydawać by się mogło, że Sebastianowi zabrakło konsekwencji. Bas chodzi po podłodze, ale nastrój jest raczej cmentarny, a nie dyskotekowy (trudno tańczyć do chóralnych śpiewów). Jednak i tutaj jest nagły zwrot akcji, a oprócz basu chodzi już cała podłoga. Shrapnel brzmi jakby żywcem wyjęty The joy of gunz Combichrist. Komor zdradza tendencje do jednego schematu konstruowania utworów – ciszej na początku i bardzo głośno na końcu. Niby mogłoby to przeszkadzać, ale jednorodna materia jest na tyle różnorodnie formowana, że powielanie sytuowania środka ciężkości nie robi większej różnicy.

Dodatkowo, odbiór piętnastu ścieżek Komora (chyba, że macie wersję z dodatkowymi remixami, wtedy trzydziestu jeden) uprzyjemnia kawał solidnej studyjnej roboty. Najlepiej słychać to we wspominanym wyżej Rhythm machine, nastrojowym Predator (gdzie zaśpiewał Sascha Konietzko z KMFDM) i agresywnym od pierwszej do ostatniej sekundy Slaves of machines.

Fani klasycznie zbudowanych przebojów (typu hiciory Combichrist i VNV Nation) mogą poczuć się zawiedzeni (chociaż Das oontz i Triggerfinger powinny ich zadowolić). Komor solidnie znęca się nad żołądkiem słuchaczy serwując potężne basy, ale nie robi tego w banalny i oczywisty sposób. W kategorii „czarnej” dyskotekowej muzyki Oil, steel & rhythm jest jedna z najlepszych płyt od lat. Sebastian wywiązał się ze swojej zapowiedzi z nawiązką.

Reklamy

About Jimmy Magnetar

ripping iron from your blood

Dyskusja

Brak komentarzy.

Let Me Hear You Scream

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Mój styczniowy hicior, nawet "Rimbaud Eyes" Dum Dum Girls nie wkręciło się bardziej niż ta prosta, lecz obdarzona niesamowitą atmosferą piosenka.

Na pełen ekran:

%d blogerów lubi to: