//
Read Between The Lies
Recenzje

Amebix „Sonic mass”


Amebix
Sonic Mass
Easy Action Records, 2011

Istnieje jakiś tajemny klucz, wg którego tzw. alternatywne media selekcjonują co w ciężkiej muzyce nadaje się dla „offowej” publiczności, a co nie. Dlaczego Liturgy jest artystycznym projektem a Marduk to sieczka dla „brudasów” (dla jasności wolę Marduka)? Albo dlaczego Kylesa pasuje do playlisty z The xx czy Radiohead, a Amebix nie? Jeżeli nie spojrzycie na nazwę wydawcy na okładce i nie będzie miała dla was znaczenia ocena na Pitchforku (Sonic mass akurat w ogóle tam nie ma), a przy okazji zachwycaliście się Static tensions, to nowy krążek Amebix jest właśnie dla was.

Recenzję Sonic mass można by napisać na dwa sposoby: dla fanów crustu i dla tych, którzy z nie mieli wcześniej z nim do czynienia. Postaram się jednak zrobić to kompleksowo. Ci pierwsi musowo znają Amebix, bo to jedni z ojców chrzestnych crust punka, którzy działalność zaczęli już w 1978 roku. Debiutancki materiał (Arise!) wydali siedem lat później i do dziś jest to obowiązkowa pozycja na półce każdego fana ekstremalnego punk rocka. W 1987 roku ukazał się jeszcze jeden album (Monolith) i zespół zniknął całe dwadzieścia jeden lat. W 2010 do sieci trafiła nowa EPka – Redux i wszystko wskazywało na triumfalny powrót legendy podziemia.

23 września 2011 roku wielu starych fanów musiało przeżyć szok kiedy Rob „The Baron” Miller łagodnym głosem wyśpiewał Days, pierwszy utwór z trzeciego długogrającego krążka. Mało tego, cała aranżacja przypomina bardziej intro do którejś z płyt Dio, a nie bezkompromisowe crustowe łojenie. Nawet nie sprawdzałem na forach – na pewno ortodoksyjni słuchacze rzucali na lewo i prawa określeniami typu: „sprzedali się” i „skończyli się”.

Drugi, niespełna dwuminutowy, numer to właściwie wstęp do trzeciego The Messenger. Staram się nie oceniać muzyki wyłącznie na zasadzie porównań, ale w tym wypadku byłem niemal pewien, że słyszę utwór z gościnnym wokalem Jaza Colemana. Nic z tego, na całym Sonic mass śpiewa wyłącznie Baron – kolejny cios dla fanów Arise!. Na tym etapie jeszcze nie byłem w stanie zadeklarować czy podoba mi się to nowe oblicze Amebix, ale wszelkie wahania rozwiał najlepszy na płycie God of the grain. Potężne riffy, znowu „nowy” głos Millera, genialne (ale nie przaśne) popisy na perkusji Roya Mayorgi (tak, to ten, który wcześniej grał w m.in. Soulfly) i melodia, która na długo zostaje w głowie (sam nie wierzę, że napisałem takie zdanie w kontekście muzyki Amebix, ale to szczera prawda).

Visitation utrzymuje mocny klimat, ale mocno nawiązuje do aktualnych doomowych trendów, czyli długo (prawie siedem minut) i monotonnie. Później Sonic mass part1 i kolejne zaskoczenie – gitara akustyczna. Mało tego, głos Barona znowu diametralnie się zmienia i znowu samo ciśnie mi się do głowy porównanie – Johnny Cash z ostatnich albumów. Niepokój towarzyszący temu utworowi bardzo kojarzy mi się z atmosferą jaką Cash wytworzył w swojej wersji Hurt.

Dalej znowu jest ciężko, aż do ostatniego na płycie Knights of the black sun, które scala wszystkie wcześniej wymienione elementy. Baron śpiewa i w klimacie Dio i Killing Joke i Casha. Jest wyraźna linia melodyczna, ale też miejsce na bardziej połamane granie z post-rockowym riffem w tle.

Jeżeli Neurosis czy Kylesa powołuje się na inspiracje Amebix to trudno dziwić się, że tak właśnie brzmi ten projekt po dwóch dekadach niebytu. Są tu wszystkie składniki, dzięki którym Amebix mogłoby poszerzyć grono odbiorców o fanów Off festivalu i Asymmetry. Zabrakło obecności w „opiniotwórczych” mediach, ale obstawiam swój egzemplarz Arise!, że dla Barona i spółki nie ma to najmniejszego znaczenia.

Advertisements

About Jimmy Magnetar

ripping iron from your blood

Dyskusja

Brak komentarzy.

Let Me Hear You Scream

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Mój styczniowy hicior, nawet "Rimbaud Eyes" Dum Dum Girls nie wkręciło się bardziej niż ta prosta, lecz obdarzona niesamowitą atmosferą piosenka.

Na pełen ekran:

%d blogerów lubi to: