//
Read Between The Lies
Recenzje

Esben and the Witch „Violet Cries”


Esben and the Witch
Violet Cries
Matador Records, 2011

Nie dajcie się zwieść mylącym fiszkom i chybionym recenzjom, Esben and the Witch ma z gotykiem tyle wspólnego co The xx, czyli nic. Przywołuję tych drugich nie bez kozery, zarówno ich debiut, jak i Esben miksował ten sam człowiek – Rodaidh McDonald. W obydwu przypadkach powstał materiał, którego głównym atrybutem jest tajemnicza i melancholijna atmosfera. Czy to wystarczający składnik aby przyszyć łatę „gothic rock”? Nie, a każdy kto myśli inaczej powinien zafundować sobie krótką przygodę z Bauhaus, The Sisters of Mercy, Fields of the Nephilim i London After Midnight.

Jedyna koneksja między brytyjskim trio a gotykiem to minimalne podobieństwa barwy głosu Rachel Davies do Siouxsie Sioux, ale na tej zasadzie można by stwierdzić, że Elvis śpiewał country. Być może szeroko upowszechniona opinia o brzmieniu Esben ma swoje źródło we wcześniejszych singlach. Skeleton swoon, a nawet Marching song, którego wersja z Violet Cries została pozbawiona surowości, to jednak zupełnie inny Esben and the Witch niż na debiutanckim długogrającym krążku.

Atmosfera Violet Cries popycha fantazję ku europejskiemu folklorowi (z przyjemnością słuchałbym tych dziesięciu utworów grając w Wiedźmina), lasom podobnym do tego na okładce albumu, które w domyśle są oczywiście nawiedzone. Grafika, dźwięki, a nawet nazwa zespołu (Esben and the Witch to tytuł duńskiej baśni) wprowadzają ponury nastrój, który nie służy jednak kontemplacji, a wzbudza strach i niepokój. Nie jest to brzmienie Sol Invictus czy Current 93, ale zdecydowanie bliższe neofolkowi niż gotykowi.

Słuchając otwierającego album Argyria aż trudno uwierzyć, że wykonują go trzy osoby, a nie cała orkiestra. Lepszego kawałka na start Brytyjczycy nie mogli wybrać, zmusza do porzucenia wszelkich wykonywanych czynności i skupieniu całej uwagi na Violet Cries. Następny jest wspomniany wyżej Marching song, w odświeżonej i podrasowanej studyjne wersji. Później tempo gwałtownie maleje i zatrzymuje się na ledwo pełzającym mroźnym Marine fields glow. To właśnie w takich momentach zespół zahacza o neofolkową stylistykę. Light streams zaczyna się równie gęsto, a głos Rachel oscyluje gdzieś pomiędzy Natashą Khan a Florence Welch. Chwilę później dochodzi męski głos i wybuchają monotonne uderzenia w bębny, szybko jednak wyciszają się, a całość przekształca się w muzykę przypominającą obrzęd wyznawców nieznanego światu kultu. Podobna atmosfera obcowania z misterium towarzyszy Hexagons IV, który ma już szybsze tempo i wokal ponownie przywołujący Bat for Lashes. Chorea ma najbardziej współczesne brzmienie, ale przenika je mantra męskiej części Esben and the Witch, pod koniec utworu wszystko wraca już do normy, czyli nawiedzonego brzmienia szabatu bliżej nieokreślonych postaci.

Podobne elementy słychać już do samego końca. Nowoczesność przenika się z folkowym brzmieniem i odgłosami, które z jednej strony nastrajają do wyciszenia się, a z drugiej wzywają do zapalenia wszystkich lamp w mieszkaniu dla uspokojenia racjonalnego, ale podejrzliwego umysłu. Jedyne zaskoczenie przynosi przedostatni kawałek – Eumenides – którego funkcją może być wybudzenie z transu w jaki wprowadzają wcześniejsze utwory. Na pewno nie polecam słuchania tego krążka na słuchawkach podczas samotnej podróży przez las. W każdym innym wypadku nadmiar Violet Cries może wpłynąć wyłącznie pozytywnie.

Advertisements

About Jimmy Magnetar

ripping iron from your blood

Dyskusja

Brak komentarzy.

Let Me Hear You Scream

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Mój styczniowy hicior, nawet "Rimbaud Eyes" Dum Dum Girls nie wkręciło się bardziej niż ta prosta, lecz obdarzona niesamowitą atmosferą piosenka.

Na pełen ekran:

%d blogerów lubi to: